„To nie do końca książka opowiadająca historię” – ostrożnie zauważa autor Murder In the Front Row, fotograf Brian Lew – „Chcieliśmy by było to raczej coś w rodzaju wehikułu czasu”. Poniżej kilka słów więcej o pozycji z wywiadu, jaki autorzy udzielili witrynie
San Francisco Bay Guardian, a który przetłumaczył
doc_Imp:
Nazwiska Brian Lew i Harald Oimoen (współautor książki) nie brzmią zbyt znajomo. Jednak z drugiej strony ich fotografie są znane na całym świecie. Zdjęcie członków Slayera, spowitych dymem, umieszczone na tylnej okładce Hell Awaits to dzieło właśnie Oimoena. Cliff Burton szarpiący strunę na Ride the Lightning - Ponownie Oimoen. Kiedy Burton – gość z Castro Valley który zginął w tragicznych wypadku autobusu w 1986 roku – po raz pierwszy grał na próbie z Metalliką w 1982, Lew był tam, siedząc na kanapie za zestawem perkusyjnym i trzaskając zdjęcia. Opublikowana przez Bazillion Points książka, której pomysłodawcą jest znawca historii metalu Ian Christie, to zbiór onieśmielających, intymnych fotografii prezentujących narodziny thrash metalu.

Pomimo bycia bezpretensjonalnymi nastolatkami z przedmieścia, Oimoen i Lew byli na niemal każdym z historycznych, chaotycznych koncertów pomiędzy 1982 a 1986 – aparat w jednej ręce, piwo w drugiej. Machali głowami i żądali ekstremalnej szybkości. Rzucali ręcznikami papierowymi na Slayerze, doprowadzając do porzucenia przez nich na zawsze tuszu do rzęs. Efekty tego – 272 strony zdjęć – to festiwal długich włosów i robionej własnoręcznie mgły z suchego lodu. Anonimowe kończyny opięte w jeans wystające ze splątanego tłumu. Przedramiona najeżone skórzanymi ramoneskami, ćwiekami, gwoździami i napiętymi muskułami. Radośnie wystawione środkowe palce to najczęstszy widok na kartach książki, zaś zaraz po nich – szerokie, pijackie uśmiechy.
„To była zabawa! Wszyscy byliśmy dzieciakami” – opowiada Law, śmiejąc się w jednej z kawiarni w San Francisco – „Gdy dziś patrzysz na młodych słuchających metalu, robisz im zdjęcia, wszyscy pozują… starają się wyglądać na twardzieli.” Oimoen ma swój własny komentarz do wszystkich dziwacznych zdjęć – „Chciałbym pamiętać te pijackie czasy.” Muzycy sportretowani w książce byli w stanie podjąć wyzwanie Bay Area i jej długiej historii otwartości na nowe style. Połączyli wirtuozerię i moc metalu z agresją punk rocka, kładąc szczególny nacisk na szybkość i odnajdując publiczność desperacko szukającą czegoś nowego. „Wszyscy tam byli ponieważ zespoły grał szybko,” wyjaśnia Lew.

Metalowa religia miała swoje świątynie. Sklepy takie jak Record Vault były prowadzone przez starszych fanów, którzy mieli dostęp do najnowszych i najcięższych importów z Europy, kupowali oni zdjęcia Oimoena i napędzali jego ciągły głód nowych nagrań. Wycieczki do Record Vault stały się przed-koncertowym rytuałem, wzmacniającym więzi w społeczności które zostały uświęcone krwią i gorzałą w takich miejscach jak Ruthie’s Inn. Napędzała ich muzyka, a granica pomiędzy klientem a sprzedawcą, czy pomiędzy członkami zespołu a fanami, zaczęła się zacierać. „Nie było żadnej różnicy, zwłaszcza na początku” wspomina tęsknie Oimoen.
Metal miał też swoich heretyków. Gary Holt i Paul Baloff z Exodus, jednej z pierwszych thrashowych kapel z East Bay, notorycznie rozrywali koszulki Ratt i Mötley Crüe na każdym kto miał pecha zostać złapanym nosząc którąś z nich.”Cięli te koszulki na paski i nosili owinięte wokół nadgarstka jako honorowe odznaki” mówi ponuro Lew, Jego zdjęcia dostarczają niepodważalnych dowodów.
Trzydzieści lat później, dwóch fotografów umieszcza ostatnie poprawki w „książce o jednym roku naszej młodości” jak to opisuje Lew. Wiele może się zmienić przez trzy dekady, jednak kolaboracja heavy metalu i Lou Reeda prawdopodobnie zawsze była złym pomysłem. „Ludzie z którymi chodziłem do szkoły, gdy puściłem im Kill’Em All – nie cierpieli go. I ci sami ludzie teraz lubią Metallikę, wiesz?” drwi Oimoen. W zeszłym roku, multi-platynowy zespół metalowy zagrał cztery wyprzedane koncerty w Fillmore. W tym czasie, gdzieś na świecie, nieznany nikomu fotograf robi zdjęcia nieznanego zespołu, pracującego w zapomnieniu, jednak przeznaczonego do wielkości. Rada Lew’a dla tego anonimowego gościa? „Niczego nie wyrzucaj.”