W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
Avi Vinocur: klasyczna amerykańska historia (część II) [So What! - luty 2021]
dodane 19.03.2021 00:35:13 przez: Marios
wyświetleń: 1920
W pierwszej części dowiedzieliśmy się o tym, kim jest oraz skąd pochodzi Avi Vinocur. Poznaliśmy także jego wczesną działalność artystyczną. Teraz czas na twórczy okres pracy z Metallicą, który zbadamy nieco bardziej szczegółowo. Jak te dwa światy się połączyły? Jak wspólnie działają? Przekonajmy się.






tekst: Steffan Chirazi
tłumaczenie: Marios


Avi Vinocur aktualnie nie jest zaangażowany wyłącznie w poczynania zespołu Goodnight, Texas ale staje się de facto muzykiem Metalliki, gdy potrzeba dodatkowej gitary akustycznej, czy nawet mandoliny. Nigdy nie zostało to oficjalnie zakomunikowane, ale szybkie spojrzenie na ostatnie dziesięć lat pokazuje, że Avi pojawia się w Metallice coraz częściej. Nawet Howard Stern zauważył ten fakt w ubiegłorocznej rozmowie z zespołem, gdzie Avi również mógł się wykazać jako rozmówca. Czas więc dowiedzieć się o tym, jak Metallica i Vinocur wpadli na siebie i zaaranżowali współpracę.

Avi: Był gość co się nazywał Pete Krawiec. On w pewnym sensie pracował dla Metalliki. Pomagał Zachowi Harmonowi przy sprawach w HQ. Kończyli wtedy pracę nad gitarami do Death Magnetic. To on zasugerował mi, żebym poszedł na górę do HQ. Spotkałem tam Zacha. Pierwszego dnia poznałem też Jamesa i Larsa. Było to trochę onieśmielające, bo nie byłem wielkim fanem ani nic z tych rzeczy. Myślę, że dzięki temu było to dla mnie wygodniejsze podejście i być może dla nich także.

Wszedłeś do HQ i oni tam byli?

Tak. James był. Wszedłem, a on mówi: „Hej, kto to jest? Coś za jeden”. Ktoś rzucił: "To Avi. Pomoże Pete’owi i Zachowi z tobołami". Zach nie był przekonany do tego, czy rzeczywiście jestem potrzebny. Pete wyjaśnił, że jestem i zostawili nas w spokoju. O ile pamiętam, to pierwszego dnia Zach kazał mi wyczyścić skrzynkę narzędziową, co było czymś w rodzaju testu. Powiedziałem mu wtedy: „Masz tu kilka stroików, ale nie widzę żadnych narzędzi do naprawy bębnów” plus kilka innych rzeczy. Chyba wtedy odpowiedział: „O.K. Czyli wiesz z czym wiąże się bycie w zespole i co może być potrzebne”. Nie dostawałem od niego wiadomości przez kilka następnych dni więc zapytałem po prostu, czy nie potrzebuje pomocy w byle czym. W końcu zaproponował spotkanie w jednym z magazynów ekipy, wiesz, np. Rock-It Cargo, czy cokolwiek innego, a później przeszliśmy do „Co robisz jutro?” Dogadywaliśmy się. Mogę powiedzieć, że byliśmy całkiem różni, ale lubiliśmy swoje poczucie humoru i często się we dwóch spotykaliśmy. Zach jest też dobrym nauczycielem, więc sporo się uczyłem.

Kolejną zaletą tej współpracy, od samego początku wyjaśnioną, było to, że Zach będzie elastyczny i pozwoli Aviemu podążać wybraną ścieżką rozwoju oraz pracować z zespołem w HQ. Takie podejście sprawiło, że ta praca stała się dla mnie naprawdę ważna. Miałem zamiar pracować i się uczyć. W tamtym momencie nadal studiowałem. Chodziłem na uczelnię za dnia i dwa razy w tygodniu miałem nocki w HQ. Czasami chodziłem w HQ na piętro do pokojów, odpalałem laptopa i pisałem eseje i inne rzeczy. Odrabiałem zadania domowe po prostu. Chciałem też tutaj pracować, więc pomyślałem, że muszę się w to bardziej wgłębić i studia skończyć ewentualnie później. Wtedy wkraczał Zach: „Nie ma mowy! Kończ tę pracę domową”.

Wsparcie i elastyczność w stosunku do Aviego pochodzi z kilku kierunków modeli pracy, które uskutecznia obóz Metalliki. Z pewnością wolałem mieć swobodę bycia pracownikiem na godziny, gdzie mogłem wyruszyć w trasę i grać koncerty z moim zespołem i wszyscy bardzo to wspierali – wyjaśnia Avi, wciąż nie bardzo wierząc w sytuację, która go spotkała. Mogłem pojechać grać koncerty, a gdy wracałem, praca na mnie czekała. Fakt, że byłem u nich zatrudniony i utrzymywali mnie, to kolejny powód, dzięki któremu mogłem żyć i nadal pracować z własną kapelą, ponieważ zatrudnienie w Metallice naprawdę uzupełniało moje dochody. Udało mi się zdobyć sprzęt, nagrywać, koncertować, a nawet dostałem busa. Jedynym powodem, dla którego mogłem to wszystko robić było to, że byłem na stałym zatrudnieniu i miałem swobodę przychodzenia i wychodzenia z HQ. Naprawdę nie wiem, jak mogę wyrazić wdzięczność Zachowi, Metallice i Vickie (Vickie State – szefowa MetClubu) za to, że wymyślili sposób, w jaki mogłem połączyć jedno i drugie.





A kiedy Metallica zdała sobie sprawę z tego, że facet, który pomagał ogarniać im próby w HQ był sam w sobie znakomitym muzykiem?

Avi: Zach powiedział im, że jestem gościem, który zna się na gitarach, ponieważ mam własną kapelę. A Metallica na to: „To świetnie. Masz zespół”. Wiedzieli, że to ja, kiedy wyszła reklama Jacka Danielsa [z fragmentem koweru utworu I’m a King Bee w wykonaniu The Stone Foxes – przyp. autor]. Dostałem od Jamesa esemesa: „Znowu widziałem twoją reklamę łychy”. Powiedział, że ta reklama jest wszędzie. Pomyślałem wtedy: „Łał! Hetfield rozpoznaje nasze nagranie! Poznał, że to ja śpiewam w tej reklamie”. Daliśmy Metallice nasze płyty, ale tak naprawdę nie gadaliśmy o tym. Robert zawsze pytał, jak było na trasie, dokąd się wybieramy teraz. Zawsze był zainteresowany. Ale nigdy nie wpychałem Metallice do gardła swojej muzyki, bo byłem tam, żeby pracować. Oni nie chcieli, żeby jakiś dzieciak wpadał do HQ i mówił: „Sprawdziliście mój zespół? Podoba się?”.

Nadszedł jednak ten moment, w którym Avi – techniczny z HQ stał się Avim – muzykiem, którego Metallica uznała za potrzebnego im do aktywnej służby muzyce. Jak narodziło się to połączenie? Postacią w tej historii jest osoba Sammy’ego Hagara. James zagrał kilka akustycznych setów w towarzystwie Sammy’ego Hagara. Za pierwszym razem grał samodzielnie, a ja byłem tam jako technik/ asystent – wyjaśnia Avi. Był taki koncert najpierw w Masonic (2016), a później w Fillmore (już z Metallicą 2018). Hetfield stwierdził, że chce trochę wypełnić przestrzeń, że granie samemu jest fajne, ale chciałby mieć trochę więcej dźwięków dookoła, żeby uczynić występ bardziej interesującym. Wziął więc Davida Phillipsa, gdy śpiewał ten numer ze swoją córką, Cali. A później, gdy grali w Fillmore… To chyba Zach zasugerował: „Hej, on może zagrać na mandolinie. Przecież gra na niej”. Nie wiem, kto z kim się zgadał; czy to James pytał Zacha, czy odwrotnie. Ale gdzieś się we dwóch zgadali. Potem James pytał mnie, jakie numery chcę grać. Nagrałem więc na szybko demówki mandoliny i gitary do "Motorbreath" i James stwierdził: „Świetnie. Zróbmy to”.





Na początku miałem tylko grać, ale później James poprosił, żebym zaśpiewał harmonie w tym numerze. Później zrobiliśmy tak "The Unforgiven", który jest jednym z moich ulubionych numerów i w pewnym sensie to James mi to podrzucił. Zasugerowałem, że tutaj też mogę zrobić harmonie, więc w studiu ustawiali mi mikrofon. Już za pierwszym razem wyszło całkiem nieźle. Hetfield obejrzał się do mnie i powiedział, że będzie świetnie. Od razu dał mi do zrozumienia, że nie robi tego tylko charytatywnie (choć cały koncert Hagara był organizowany na cele charytatywne – taki tam sarkazm autora), że podoba mu się sposób, w jaki to zabrzmiało i podziękował mi. Powiedział też, że jeśli chciałbym wystąpić jeszcze z kimś innym tamtego wieczoru, to świetnie. Żebym nie czuł, że nie mogę, czy coś w tym stylu. Po prostu podejście miał super fajne. Poszło naprawdę dobrze. Publiczności się to spodobało i jemu chyba też. Jakoś po czasie wysłałem Jamesowi maila z informacją: „Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował akustycznego wsparcia w tej, czy innej imprezie, z przyjemnością dołączę”.

Kiedy na horyzoncie pojawił koncert w Masonic (2018) miałem zamiar pracować tam jako techniczny. Pewnego dnia Zach nagrał mi się na pocztę i powiedział: „Hej, myślę, że będziesz musiał być w Masonic”. Oddzwoniłem do niego po szczegóły. Powiedział na odczepnego: „Będziesz tam grał”.

Występ w Masonic 2018 – pierwszy koncert i aukcje pod hasłem Helping Hands, na których po raz pierwszy skorzystała fundacja All Within My Hands. Były to, o dziwo, dwa najbardziej elektryczne, czy raczej elektryzujące momenty tej akustycznej imprezy. Widok Aviego na scenie z pewnością był wielkim wyróżnieniem dla jego rodziny i przyjaciół. Tak, najbardziej surrealistyczny występ – śmieje się. Wiesz, cały koncert na scenie, przygotowywanie setlisty z wyprzedzeniem, uczenie się tych numerów, kowerów i ich autorskich kompozycji, wymyślanie akustycznej aranżacji zastanawiając się jednocześnie, jak zareagują na to, co dodawałem. Wiesz, co pomyśli Lars?!! Czy w ogóle będę słyszalny w miksie… Ale kiedy dotarliśmy na próby, byli podekscytowani, mieli pomysły. Ponieważ śpiewałem z Jamesem już wcześniej, Greg Fidelman podczas prób powiedział mi, żebym po prostu zaśpiewał te partie, które uważam za właściwe do harmonizowania. Słuchaj, starałem być wyluzowany, ale przygotowywałem się do tego koncertu naprawdę długo i wiele się nauczyłem. Wciąż jestem zszokowany tym, że mój głos słychać na płycie z tego koncertu, jak i całym faktem, że jestem obecny na wydawnictwie Metalliki; że moje imię i nazwisko widnieje na tylnej okładce. Trzymanie winylowego wydania było jednak najbardziej szokującą rzeczą w tym wszystkim.

Być może w tym momencie oskarżycie Aviego o to, że przechwala się, że robi z tego koncertu nie wiadomo co; że co najmniej sobie schlebia, ale musicie ogarnąć, że Avi nie robi żadnej z tych rzeczy. To jest uczciwa i szczera pokora połączona z obserwacją. A jak już wiecie z części pierwszej, Avi nie omija szczegółów.





Będąc na scenie z Metallicą, chwyta cię ta moc – wzdycha Avi. Grałem z dużą ilością kapel, ale nigdy nie czułem przy wychodzeniu na scenę takiego tornada, jak w Metallice. Zaczynasz grać i rozpoczyna się burza. I cała czwórka w niej uczestniczy! Są jak kapitanowie statku kosmicznego. Razem go odpalają i odseparowują się. Na scenie nawet na siebie nie patrzą. Są skoncentrowani na swoich zadaniach i idą w bój. Akustyczna oprawa to nie jest oczywiście ich naturalne środowisko, ale moc i energia nadal są odczuwalne. Czuje się wówczas inny rodzaj siły między nimi. To bardziej wyczuwalne, niż przy jakimkolwiek innym zespole, który przychodzi mi do głowy.

Czy czułeś, że ta moc została wówczas zwiększona, by objąć swym działaniem również ciebie, czy dołączyłeś tam ze swoją mocą, bo nalazłeś się w polu rażenia? Co jest bliżej prawdy?

Nie wiedziałem jak to będzie. Myślę, że były na scenie momenty, w których czułem się trochę na drugim planie, ale to tylko na początku, bo gdy odpalili pierwszy cholerny rytm do „Disposable Heroes”, szalona, akustyczna wersja tego numeru była po prostu… Mój Boże. Na próbach się tego nie czuło To było coś nowego. Płynąca energia była tak zaraźliwa. Pomyślałem wtedy: „Czy gram wszystko tak, jak ćwiczyłem? Nie wiem! Po prostu macham rękami!

Po tym występie Metallica kilkakrotnie wracała do Aviego i jego pomocy, w tym przy koncertach S&M2, które aktualnie są ostatnimi koncertami w hali z publicznością, jakie Metallica w ogóle zagrała. To surrealistyczne – chichocze Avi. Chichocze zarówno z faktu, że miał okazję na nich grać, jak i z tego, że były to ostatnie duże występy Metalliki. To był pierwszy raz, kiedy występowałem w hali. Kropka. Pierwszy raz korzystałem też z odsłuchów.

Te koncerty były… Nie przypominały niczego, co kiedykolwiek zrobiłem, wydawały się czymś, co będzie wyjątkowe i potężne. To jest jeden z tych przykładów, kiedy Metallica wyskakuje niczym Żółwie Ninja i krzyczą: „Zrobimy to! Wierzymy w otaczających nas ludzi. Wierzymy w siebie”, czego świadkami byliśmy w czasie występów. Jeśli byłeś na widowni w Chase Center, musiałeś pomyśleć o tym, jak bardzo dobrze musiały wyjść wszystkie próby, ponieważ wszystko brzmiało w tak dopracowany sposób i tak wspaniale. Zespół wyglądał świetnie, produkcja była niesamowita… Nie mieliśmy za dużo prób z orkiestrą, ponieważ próby z symfonią są wyjątkowo trudne do zaplanowania. Nie możesz po prostu powiedzieć: „Hej, będziemy się tu spotykać na próbach przez pięć najbliższych dni”. Orkiestra rządzi się swoimi zasadami. Ostatecznie nie było zbyt wiele czasu na próby.

Mocno uderzyło mnie to, że wyglądałeś bardzo luźno, jakby cię tam nie było.

Czułem się całkiem nieźle. Powodem, dla którego wystąpiłem w S&M2 był mój wcześniejszy udział w Helping Hands. Greg Fidelman zauważył, że ta wysoka część, którą śpiewam w refrenie musi się znaleźć przy okazji orkiestry. James odpowiedział: „Dlaczego by nie zaangażować Aviego i sprawdzić jak to wyjdzie?”. Może nawet próbowali te harmonie z Kirkiem i Robertem… Bo ja byłem od załatwiania spraw…

Nie pamiętasz przypadkiem tego, co akurat wtedy załatwiałeś?

Szedłem do Walgreens (sieci aptek) odebrać zaopatrzenie na zaplanowaną australijską trasę Metalliki. Nowe butelki Advilu (leku z ibuprofenem: klasyczne działanie przeciwbólowe, przeciwzapalne, etc.) i jakieś tam rzeczy dla technicznych.

I co? Wracasz i dowiadujesz się, że za chwilę będziesz częścią tego gigantycznego koncertu!

Wróciłem i właśnie rozpakowywałem torby, kiedy usłyszałem: „Gdzie jest Avi? Chodź tutaj. Pamiętasz, co robiłeś przy okazji All Within My Hands?”. Zaśpiewałem fragment. Wtedy Greg zapytał, co robię 6 i 8 września…





Czekaj, czy przed chwilą powiedziałeś, że załatwiałeś sprawy związane z trasą po Australii?!

Taki żarcik.

Spoko.

Pamiętam, jak pytałem Jamesa, czy muszę być w garniturze. A on do mnie: „Nie, nie, luz. Po prostu ubierz się na czarno i będzie w porządku”.

Powiedzmy sobie jasno: Lars, James, Rob i Kirk uwielbiają twórczość Aviego, ale to z pewnością z Jamesem łączy go więź przez ich wspólne uznanie dla dźwięków amerykańskiego południowego rocka – czy to mandoliny, gitary hawajskiej, czy banjo.

W pewnym momencie James wpadł do mnie na przyspieszony kurs muzyki bluegrass – wspomina Avi. Mówił, że sporo o niej słyszał, trochę się dowiedział, ale był zainteresowany historią i ewolucją tego stylu. Powiedział, że te zespoły grają w kurewsko zwarty sposób, a potem ta modulacja i to w jaki sposób są tak super-ciasno ze sobą zbici. Był tego bardzo ciekawy.

Historia pokazuje, że Avi był nie tylko częścią ostatnich halowych koncertów Metalliki, ale był także obecny na ich ostatnim występie – kalendarz pokazuje, że był to drugi koncert Helping Hands w HQ w listopadzie ubiegłego roku (tym razem transmitowany na cały świat). Widzieliście go już, ale nadal możecie sobie go w strimingu odpalić. Avi: Tak. Uważam, że byli naprawdę otwarci na to, co wniosę, a nawet łączyli te pomysły, co było świetne. Pytali o wszystko jako zespół i włączenie mnie w ten proces było, wiesz, czymś niesamowitym.





Proponowałeś pomysły?

Greg powiedział mi, żebym nie wstydził się mówić. Kibicował mi, co było świetne, bo mam skłonności do nieśmiałości. Poza tym też dla nich pracuję. Greg mówił, że oczywiście będą mieli pomysły na to, co mógłbym zagrać, ale też powinienem wiedzieć lepiej, co pasuje do takiej mandoliny i że powinienem o tym mówić. I Metallica stwierdza: „Dobra, idziemy w to”. Więc przygotowania szły na zasadzie kolektywu. Pomagałem też w ustalaniu co do czego pasuje. Była gdzieś jakaś część arpeggio, przy której powiedziałem: „Właściwie, to Henry [Salvia – klawiszowiec na potrzeby koncertu – przyp. autor] mógłby zagrać tę część, zamiast mandoliny. Mógłbym się wtedy bardziej skupić na wokalu w tej części”. Wszyscy mówili, że spoko.

Wspaniale.

Tak. Tak właśnie było! Chodzi mi o to, że współpraca z ludźmi spoza zespołu nie była jakąś wielką częścią ich kariery, ale myślę, że są na to otwarci i osobiście twierdzę, że świetnie sobie radzą ze współpracą tego typu. Mają swój model. Podpatrywanie tego w jaki sposób przearanżowują utwory, które grają od zawsze, jak próbują różnych rzeczy i jak są otwarci na nowe pomysły… Przypatrywanie się temu było fascynujące. Można by pomyśleć, że oni pracują w stylu: „To będzie ten riff tu, i tu, i tu”, ale myślą o tym, co robią. Są cierpliwi i nie spieszą się z tym. Powiedziałbym, że nie spieszą nawet bardziej, niż kapele, z którymi pracowałem.

Avi wspomniał też o tym, jak bardzo dostojne poczucie humoru towarzyszy Metallice w miejscu pracy. Wiąże się to z ich samooceną i wszechstronną pokorą. I chociaż zdaję sobie sprawę z tego jak działają zespoły muzyczne, jasnym wydaje się być fakt, że te doświadczenia były czymś monumentalnym w życiu i karierze Aviego. I tutaj powracamy do tego, czym zajmują się Goodnight, Texas w pandemicznych czasach:

Goodnight, Texas ma nagrany nowy album, który wyjdzie pewnie w tym roku, ale stanie się to w bardziej sprzyjającym momencie, gdy będziemy w stanie wyruszyć z nim w trasę, więc trochę zwalniamy obroty. Właśnie dostałem finalne miksy i brzmi to świetnie. No a 12 lutego tak niespodziewanie wypuściłem solowy album ("Hindsight") nagrany w całości za pomocą telefonu w czasie kwarantanny. Niezbyt krystaliczne brzmienie… Brzmi raczej jak demo. Dołączyłem do ekipy autorów piosenek, której częścią jest też Clint Wells – współprowadzący Metal Up Your Podcast [swoją drogą świetne audycje w tematach ze świata Metalliki – przyp. autor]. Zaprosił mnie do grupy piszącej numery wspólnie z utalentowanymi gośćmi z Nashville, Austin i Los Angeles. Dostawaliśmy cotygodniowe podpowiedzi w temacie kolejnego utworu i tak właśnie zacząłem pisać dla tej ekipy. Wyszły fajnie, ale było też parę innych rzeczy – np. kower niezbyt popularnego numeru Metalliki – "Escape".

Za chwilę ta rozmowa dobiegnie końca, a ja dalej nie wiem, czy Avi Vinocur jest bardziej gościem od mandoliny, czy jednak bliższa jest ci gitara?

Gitara jest dla mnie o wiele bardziej naturalnym instrumentem. Zacząłem od grania na gitarze, ale mandolina jest po prostu związana ze mną w jakiś nadprzyrodzony sposób. Czuję to połączenie z mrocznymi dźwiękami i utworami, jakie z tego wynikają. Więc tak, mandolina jest mi bardziej przeznaczona, ale gitara jest dla mnie bardziej naturalna. Uważam, że gdybym dziś zaczynał, pewnie wybrałbym mandolinę, ponieważ jeśli chodzi o komponowanie, z mandoliną mam o wiele więcej zabawy.

No i dobrnęliśmy do końca tej pogawędki bez żadnej wzmianki o Howardzie Sternie. Jak się z tym czujesz?

Jest w porządku. To był jeden z najbardziej szalonych dni w moim życiu.

W sensie? Skoro kończymy ten wywiad, to może jakiś krótki komentarz?

Wystarczy, że Lars przedstawił mnie po imieniu i wyjaśnił kim jestem i czym się zajmuję. Wspomniał też o Goodnight, Texas. Howard bardzo fajnie na to zareagował. No i później teledysk do "All Within My Hands" przed wypuszczeniem S&M2. Fani Metalliki już wiedzieli, kim jest ten facet: gość od Helping Hands w Masonic czy coś.





Wspomniałem Aviemu, że teraz mogą go już znać jako gościa z Chase Center. Uśmiecha się, może wciąż troszkę nieśmiało, ale nadal jestem pełen podziwu dla wszystkiego, co mu się przydarzyło. Reakcja fanów była bardzo ciepła, za co jestem bardzo wdzięczny, bo nie byłem pewien, co sobie o tym pomyślą. Chodzi mi o to, że z łatwością mogliby rzucić: „Kurwa! Kim do kurwy jest ten jebany laluś?”. Ale zamiast tego, reakcja była: „O, świetnie, ten gość to Avi”.

W rzeczy samej.
Ten gość to Avi.
Avi Vinocur.

A teraz wiecie, zróbcie sobie przysługę i wskoczcie do jego starego, acz żywotnego drewnianego wagonu. Zróbcie to teraz, aby nie zostało wolnych miejsc dla maruderów.


- twórczość Goodnight, Texas w całości do sprawdzenia tutaj

- solowe wydawnictwa Aviego Vinocura do odsłuchu tutaj.



Albo zerknijcie na klip do utworu Hypthermic, najnowszego singla od Goodnight, Texas:















Marios
Overkill.pl


Waszym zdaniem
komentarzy: 0
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Nikt nie skomentował newsa.
OVERKILL.pl © 2000 - 2022
KOD: Marcin Nowak