W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
Metallica w Polsce - Warszawa 03.11.1998, relacja
dodane 22.03.2011 10:19:17 przez: Overkill.pl
wyświetleń: 3511
W ramach wspominek obecności Metalliki w Polsce prezentujemy, jednocześnie pozdrawiając wszystkich polskich MetClubbersów, blog jednego z pierwszych MetClubowiczów w naszym kraju - Mazika, jednego z założycieli legendarnego, pierwszego polskiego chapteru Hell Riders From Poland. Blog znajdziecie na stronie mazik.bloog.pl, do zaglądnięcia na który serdecznie zachęcamy. Poniżej relacja z wizyty Metalliki w Polsce w 1998 w Planet Music. Dużo więcej materiałów, znajdziecie na blogu Mazika!




LARS, KIRK &...TONY w Warszawie
PLANET MUSIC 03.11.1998
UNDERGROUND VERSION






Podzielę się z Wami wspomnieniem z pewnego zdarzenia. Jest to również pierwszy tekst, jaki w życiu napisałem, nie licząc kilku szkolnych wypracowań w liceum i szkole podstawowej. Wtedy okropnie nie chciało mi się odrabiać lekcji, a już wypracowania to była dla mnie męczarnia. Tekst pochodzi z początku XXI wieku, czyli został napisany hmm...zdaje mi się, że w 2003 roku, czyli 7 lat wstecz. Dotyczy spotkania z idolami. Interesujący jest również mój styl pisarski z tamtego okresu, który wtedy niejako powstał. Taki styl trochę niewiadomy. [...] tekst pisany był siedem lat temu i opowiada o sytuacji, która zdarzyła się lat temu 12. [...] Należy wyobrazić sobie, że znajdujemy się w roku powiedzmy 1999 i z tego położenia przyswajać wypracowanie. Tak, mamy w tym momencie lat (...tu wstaw swój wiek...) - minus12 = równa się Wielka Nieskończona Miłość do Franka Dolasa.

[...]

Oto więc zapraszam na moje pierwsze w życiu spotkanie z idolami z mojego ulubionego, po Bayer Full rzecz jasna, zespołu muzycznego.



O spotkaniu w Warszawie dowiedziałem się zupełnie przypadkiem. Mój leicajyzrp (czyt. przyjaciel) Kuba usłyszał o tym dzień wcześniej w radiu WaWa i od razu do mnie zadzwonił. Na początku oczywiście go wyśmiałem i kazałem spadać "na bambus banany pompować" (klasyczne powiedzenie ludowe z rejonu Nowego Sącza Copyright by Stachu Karampuk-Gąsienica). Naprawdę nie sądziłem, by mogło to być prawdą, zważywszy na fakt, iż Metallica nigdy wcześniej nie była w Polsce w celach tylko i wyłącznie promocyjnych. W końcu musiałem skapitulować, gdy Kubuś najpierw powtórzył mi to jeszcze ze sto razy, a następnie przysiągł na skarpetki Józka Oleksego, że nie robi ze mnie totalnego wała. No to już byłem kurwancka wniebowzięty do granic wytrzymałości!!! To niemożliwe! N I E - M O Ż - L I - W E !!!! - krzyczałem sam do siebie siedząc w pustym pokoju. A jednak możliwe i to jak bardzo, miałem przyjemność przekonać się już niespełna za 24 godziny. WELL, LET'S FUCKIN' ROCKIN'!!!!

Wstałem rano bardzo podekscytowany. To już dziś - pomyślałem - może uda mi się zobaczyć i może nawet spotkać z dwoma z członków mego ukochanego zespołu. Wcześniej takie sytuacje traktowałem bardziej jako sferę marzeń. Czytałem co prawda w SO WHAT!!!ach o różnych spotkaniach, backstage'ach i tym podobnych cudach, ale szczerze mówiąc nie sądziłem, że kiedykolwiek będę mógł w czymś takim uczestniczyć i że przynależność do Metclubu może tak wiele dać.

Około godziny 12tej w południe umówiliśmy się z Kubą pod Planet Music. Stało tam już chyba z 8-10 osób. Kilka z nich przyjechało z poza Warszawy. Stwierdziliśmy, że sytuacja w sumie jest niezła, bo przyjmując założenie, że uda się wejść minimum 30 osobom, my na pewno się załapiemy. Przynajmniej taką mieliśmy nadzieję. Przygotowaliśmy się więc na to, że trzeba będzie postać jakieś 6-7 godzin, potem zawalczyć ostro przy wejściu (czyli np. wybić komuś przednie zęby ), a następnie liczyć na to, że uda się wejść do środka. No problem - jak będzie trzeba - wytrzymamy wszystko. Nawet sztuczne gówno w podręcznym neseserze siostry Tlałkówny, podrzucone jej na olimpiadzie Sarajewo'84 przez Grześka Filipowskiego, po wykonaniu przez niego poczwórnie-potrójnego tulupa, z którego śmiała się Pani Tlałka i to w dodatku niesłusznie,a które to gówno po latach okazało się jednak prawdziwe i ma się teraz zebrać w związku z tym Sejmowa Komisja Śledcza i...ale o czym to ja mówiłem, bo chyba zboczyliśmy trochę z tematu. Aha, już wiem.

Stoimy tak sobie godzinkę czy półtorej pod Planet Music i konsumujemy wzięty z domu "suchy prowiant'. Stara bułka dla ptaków, suszona kiełbasa podwawelska czy orientalne Sushi popite przepysznym kwasem chlebowym, umilają nam ten Żywot Fana Poczciwego. W międzyczasie rozmawiamy z ludźmi stojącymi razem z nami w kolejce. Z minuty na minutę jest nas coraz więcej. Ktoś przynosi informację, że podobno na dole ma się odbyć jeszcze jedno, oddzielne spotkanie z zespołem, tylko dla dziennikarzy i zwycięzców jakiegoś tam konkursu na RMFie, połączone z wręczeniem "Chłopakom" platynowej płyty za RELOAD.

O żesz ty kurwa jego mać !!!!!-pomyśleliśmy. Coś natychmiast trzeba z tym zrobić. MUSIMY SIĘ TAM DOSTAĆ CHOĆBY NIEWIEM CO!!! Długo się nie zastanawiając zostawiam Kubę w kolejce, biorę ze sobą nasze karty klubowe i udaję się na dół, by zorientować się w sytuacji. Tam ochroniarz kieruje mnie do jakiejś dziewczyny, która wydaje się być tutaj "niezłą szychą". Okazuje się, że jest koordynatorem z ramienia Polygramu. Pytam ją czy jest możliwość wejścia na to spotkanie na podstawie przynależności do Oficjalnego Fanclubu. Ona z kolei prosi, abym chwilę zaczekał i po chwili widzę jak rozmawia z pewnym, lekko przy tuszy, ubranym na czarno, około 45 letnim facetem. Domyśliłem się, że to ktoś z obozu Metalliki. Nawet miałem już pewne przeczucia, kto to może być. Pani Niezła Szycha wraca po chwili i oznajmia, że MOŻEMY WEJŚĆ NA TO SPOTKANIE!!! Mamy tylko odbić na ksero nasze legitymacje klubowe. Ja myślałem, że oszaleję, ze szczęścia.

I już miałem wychodzić z powrotem na górę, ale znów zastanowiło mnie, kim faktycznie jest ten człowiek z obozu Metalliki. Czy aby ten wielki facet, który stoi teraz jakieś 5 metrów ode mnie, to nie jest przypadkiem sam TONY SMITH? Wielki przyjaciel zespołu, człowiek, który w 1993 roku zorganizował, a potem stał na czele The Metallica Club jako jego prezydent oraz wydawca fanzinu klubowego SO WHAT!!! Nie mówiąc o tym, że Tony był przede wszystkim Tour Manageram zespołu. Dla mnie i chyba dla każdego prawdziwego fana Metalliki prostu człowiek - instytucja! Wiele razy widziałem jego zdjęcia z Jasonem, Kirkiem, Larsem i Jamesem w SO WHATach, ale jego twarz zawsze była zakryta. Nigdy jej nie ujawnił oficjalnie. Chciał pozostać nierozpoznawalnym i po prostu rzetelnie wykonywać swoją robotę. A jak myślicie dlaczego MetClub powstał właśnie w Knoxville,TN a nie na przykład w Wymiotkowie, NY???? Tak, dobrze kombinujesz chłopczyku. Ponieważ (nie zaczyna się zdania od ponieważ) właśnie Tony Smith mieszkał i nadal mieszka w Knoxville. Ale wróćmy do meritum.

Podchodzę więc doń i pytam W końcu żyje się tylko raz.:
- Are you Tony Smith?
- Yes, indeed. I'm Tony! How are you?


I tak sobie rozmawiamy ponad 20 minut. Tylko ON i ja. Tony opowiada mi kilka ciekawych historii związanych z zespołem. M.in. jego własne, niezapomniane wrażenia ze słynnego koncertu w Moskwie na Monsters of Rock'91. Jak to w ogóle nie było w planie grania festiwalu w b. Związku Radosnym. Propozycja padła od samych władz rosyjskich. Metallica i Q-Prime stwierdzili, że bardzo chętnie tam zagrają - nawet za symboliczną stawkę - ale pod warunkiem, że ktoś im przetransportuje cały sprzęt z Hiszpanii do WNP. No i wiadomo, niby to byłe ZSRR, ale...władza radziecka (z tobą od dziecka) może wszystko. Wysłano więc kilka rządowych samolotów "Antonov" do Hiszpanii i cały sprzęt przeleciał prawie 3000 km prosto z Kraju Byków do Mateczki Rasiji. A sam koncert wywarł, nie tylko na Tonym, ale także na naszych Czterech Jeźdźcach, ogromne wrażenie. Głównie z względu na ogromną ilość fanów, która zgromadziła się na lotnisku Tuszyno - koncert jak wiadomo był darmowy - oraz na sytuacje, które tam miały miejsce: agresję wojska wobec ludzi, którzy dopiero co wyrwali się z pod jarzma komunizmu i poczuli prawdziwą wolność, której nigdy wcześniej nie zaznali. Natomiast wojsko, jeszcze chyba nie przyzwyczajone do nowej sytuacji, tłukło tych biednych Rusków jak popadło, jak za starych, dobrych czasów Made in Leonid Breżniew. No ogólnie zrobiła się totalna zadyma, a Metallica grała tak i patrzyła na to wszystko z wielkim niepokojem. Pytałem go również o Cali Tee - niedawno narodzoną córeczkę Jamesa. I jeszcze o kilka innych kwestii. W końcu stwierdzam, że nie chcę mu już dłużej zawracać głowy - widziałem, że był naprawdę bardzo zajęty - a mimo to poświęcił mi prawie pół godziny. Dziękuję mu za spotkanie, mówię "Bye, Tony !!!" i opuszczam dolny poziom.

Od razu powróciłem do kolejki, aby przedstawić sytuację i opowiedzieć Kubie o tym w y j ą t k o w y m dla mnie spotkaniu z Tonym. W tej sytuacji mogliśmy spokojnie opuścić kolejkę i zaoszczędzić sobie tej wątpliwej przyjemności stania w niej kolejnych 4-5 godzin. Pobiegliśmy na ksero i wróciliśmy po chwili z kserokopiami legitymacji, które oddaliśmy organizatorom. Niestety Tony'ego już tam nie było, bo myślałem, że uda mi się jeszcze zrobić pamiątkowe zdjęcie (wcześniej nie miałem przy sobie aparatu). Dostajemy polecenie stawienia się na godz.18.
Była dopiero godzina chyba 15ta więc trzeba było jakoś "zabić" czas.


Kręciliśmy się tak wokoło Planet Music przez następne 3,5 godziny. Ludzi przybywała cała masa. Chyba ze 200 osób jak nie więcej tłoczyło się tam przed godziną 18, z nadzieja na dostanie się do środka. W międzyczasie spotkaliśmy jeszcze jednego kolesia w koszulce "Metallica in Rock'98". Postanowiliśmy oddać mu życiową przysługę i wtajemniczyć w możliwość wejścia na specjalne spotkanie na dole (o czym wiedzieliśmy tylko Kuba i ja). Chłopak na wiadomość o tej niesamowitej (wg nas przynajmniej) okazji najpierw wybałuszył oczy, potem zrobił totalnie zdołowaną minę i w końcu wypalił z dwururki kultowym już dzisiaj dla Hell Riders From Poland tekstem: "Płacę to wymagam!!!!". LANGUS MOTHERFUCKIN' RULES!!!!!!! WE FUCKIN' LOVE YA!!!!

Przychodzi czas wejścia do Planet Music. Jest już dobrze po 18tej. Wchodzimy z Kubą wpuszczeni przez ochronę na podstawie legitymacji MetClubu. W środku jest już kilka osób. Widzimy także trzech Metclubowiczów, w tym kolegę L., którego mieliśmy... przyjemność( ha ha) poznać przed wejściem. Jesteśmy coraz bardziej podekscytowani, bo dochodzi do nas, że chyba naprawdę to wszystko, co się teraz dzieje to nie sen. Cały czas tę podniosłą atmosferę oczekiwania na ½ Metalliki umilała nam puszczona w eter płyta GARAGE, INC. , która miała pojawić się w sprzedaży dopiero za 20 dni. Moje pierwsze wrażenia są takie, że to fajne kawałki, z których znałem wcześniej tylko "It'Electric" z płyt Diamond Head, no i oczywiście "Whiskey In The Jar, a także częściowo "Mercyful Fate".


Dowiedzieliśmy się, że na górze zaczęło się już spotkanie i że jest tam naprawdę bardzo gorąco (podobno szyby nie wytrzymały pod naporem fanatycznych polskich Metallibashers). Wiemy już, że prawdopodobnie za 20-25 minut naprawdę zobaczymy "na żywca" Kirka i Larsa. I faktycznie po około 30 minutach w drzwiach wejściowych na zapleczu pojawia się najpierw Tony (o czym paradoksalnie wiem pewnie tylko ja), potem Kirk, w krótkim, czarnym płaszczu i w końcu sam Wielebny Mr. Lars Ulrich, w czarnej eleganckiej skórze. Siadają na krzesłach ustawionych przy ścianie po lewej stronie od nas. Lars przypala papierosa, Tony po chwili robi to samo. Słychać pojedyncze okrzyki powitalne skierowane głównie w stronę Larsa. Mija jakieś 4-5 minut i w końcu jeden z przedstawicieli Polygram Polska (tym razem jest to płeć "brzydka") przedstawia wszystkim zgromadzonym zespół Metallica słowami: "Dzień dobry Państwu. Mam przyjemność przedstawić Państwu zespół Metallica!!!". ( tu niesamowita owacja ). Lars, Kirk i Tony wstają z miejsc i udają się na środek sali. Tony staje trochę z boku. Mr.Polygram kończy swoją kwestię: "Mamy przyjemność wręczenia im platynowej płyty!!!" ( tu znów owacja ). Chłopaki odbierają suweniry i zbierają gratulacje od ludzi z wytwórni.

Po chwili Lars bierze do ręki mikrofon, aby powiedzieć parę słów do nas-fanów. Zaczyna...po Polsku wypowiadając słowo: "DAMSKI". Kirk dodaje: "LADNI ZEMBY". Tych zwrotów nauczył chłopaków, jeszcze podczas pierwszego pobytu w Polsce w 1987 roku, znany wszem i wobec fotograf Ross Halfin. Dalej Lars kontynuuje już po angielsku: " It's really cool to be here. People here are very friendly and very emotional, which is for us very cool. I think we're gonna play an open air concert next summer, in June, outside ( co wywołuje kolejną mega owację ). It's been too long, Oh my God! But we'll be here again soon so hold your hats". Kirk dodaje któtko, acz treściwie: "Thank you very much...I love Polish vodka!!!" ( tu oczywiście kolejna gorąca owacja ).

"Chłopaki" są w bardzo dobrych nastrojach. Uśmiechnięci, wyluzowani. Naprawdę wspaniali. Następuje chwila dla fotoreporterów, czyli wszyscy robią zdjęcia - ja także. W końcu zasiadają przy stoliku, który został przygotowany do posiłku. Oni jednak nie są głodni i wszystko, za wyjątkiem ulubionej wody Larsa Evian, zostaje sprzątnięte. Ustawia się kolejka po autografy. Ja najpierw podchodzę z boku i "nielegalnie" biorę od Larsa szybki podpisik na dwóch zdjęciach. W końcu ustawiam się ze wszystkimi do kolejki. Stoję tak kilka minut . W końcu nadchodzi oczekiwany moment. Podchodzę najpierw do Larsa, witam się z nim, daję SO WHATA!!! do podpisu i mówię:

MM: "Cześć, Lars! Co u ciebie?"
LU: "W porządku!"
MM: "Niesamowite, że mogę cię spotkać. Mam niewiele czasu, więc chciałbym się ciebie zapytać jak się miewa twój synek, Myles?
LU: "A dzięki za troskę. Ma się świetnie. Rośnie i jest coraz bardziej podobny do mnie.
MM: "A czy macie z nim dużo kłopotów...no czy bardzo marudzi...albo czy na przykład podchodzi do Skylar albo do ciebie i wali cię pięścią w głowę czy coś w tym stylu?" ( tu Lars się uśmiecha i mówi )
LU: "Nieee, aż tak źle to nie jest! Poza tym jest jeszcze trochę za mały na takie harce. Może jak podrośnie. Ale dzięki, że pytasz. Take care, man!"


Po tych słowach Larsa Ulricha - współzałożyciela bandu mojego życia - do mnie, prostego chłopaka z Woli, jestem tak przejęty, że wszystko co chciałem powiedzieć Kirkowi wylatuje mi z głowy. Podchodzę więc do niego, przybijam piątkę, daję tego samego SO WHATA!!! do podpisu i mówię:

MM: "Hi! Kirk! Wiesz, tyle ci miałem do powiedzenia...ale naprawdę cieszę się, że mogłem cię spotkać.
KH: W porządku! Dzięki stary!!!"


i odchodzę od stolika. W międzyczasie Kuba robi mi jeszcze pamiątkowe zdjęcie z "Wielką Dwójką" w tle.

TO BYŁO PO PROSTU NIEZAPOMNIANE, NIEPOWTARZALNE PRZEŻYCIE!!!!!!!!



Po raz pierwszy "dotknąłem" mojej kochanej Metalliki. Choć nadal marzyłem o spotkaniu z Jamesem - na co przyszło mi poczekać jeszcze kilka miesięcy - to Lars i Kirk zrobili na mnie niesamowite wrażenie. Myślałem co prawda, że są trochę...więksi, a to takie kochane dwa kurduple (o wielkich osobowościach). A Tony? No właśnie. Od około 3,5 roku nie stoi już niestety na czele obozu Metclubowego i nie pełni funkcji Tour Managera. Tragedia osobista, której doświadczył latem 1999 roku skłoniła go do głębokich przemyśleń na temat tego, co w życiu człowieka jest najważniejsze. Praca dla Metalliki była dla niego ogromnie satysfakcjonująca, jednak pochłaniała praktycznie 90% jego czasu wolnego. Po tragicznej śmierci 17-letniej córki Amandy (on był wtedy z Tallicą na trasie koncertowej) postanowili wraz z żoną Carole (też działającą w MetClubie), poświęcić resztę życia pozostałym dwóm pociechom: synkowi Benjaminowi i najmłodszej córeczce Chelsea. Wieka szkoda, bo mówię wam - Tony to naprawdę niesamowity człowiek i mógł jeszcze wiele zrobić dla "Chłopaków". Spotkania z nim nigdy nie zapomnę.


I jeszcze z jednego powodu 03.11.1998 to ważna data. Tego właśnie dnia narodził się pierwszy w historii Polski Local Chapter zarejestrowany oficjalnie przez The Metallica Club - HELL RIDERS FROM POLAND. Nalezało do niego oficjalnie 6 osób: Michał Kossa (PREZES), Kuba K. (WODZU), Tomek L. (LANGUS), Alek P. (BABCIA) - członek od 1993 roku!!!, Łukasz W. (PLUTO) i MAZIK, czyli ja. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o członku honorowym, czyli o Ani Sz., mojej towarzyszce życia, która zawsze była z nami i która pokochała Metallicę tak samo jak ja. No i nieoficjalnie należał też do naszej hermetycznej paczki pewien przystojny facet, którego też poznałem tamtego właśnie dnia, czyli Paweł K. vel Kiljan. Ludzie, których miałem szczęście wtedy spotkać (nie licząc Ani i Kuby, których znałem dużo wcześniej) do dziś są mi bardzo bliscy. Metallica połączyła nas wielką przyjaźnią, przyjaźnią na całe życie. I niech mi ktoś powie, że Metallica nie łączy ludzi...to za karę wydeleguję go na najbliższą trasę megathrashmetalowej kapeli Ich Troje po środkowo-wschodniej Bułgarii. A tego to by nawet sam Dr. Alban nie wytrzymał, nieprawdaż?

Hell Riders From Poland - Legendary team







Waszym zdaniem
komentarzy: 34
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
OVERKILL.pl © 2000 - 2024
KOD: Marcin Nowak