W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
Wizyta w Królestwie Danii - za kulisami pięciu koncertów w Kopenhadze So What! [kwiecień 2020]
dodane 29.04.2020 08:58:17 przez: Marios
wyświetleń: 2346
Wszyscy fani cieszą najnowszą ofertą od Metalliki, czyli Metalowymi Poniedziałkami. Wracamy na moment do trzeciego tygodnia spotkań, gdy odwiedziliśmy Kopenhagę na koncercie z 2009 roku. Redaktor naczelny sekcji So What!, Steffan Chirazi, wrócił pamięcią do owych szczególnych występów, które wylądowały w ostatniej puszce Fan Can w 2010 roku.








tekst: Steffan Chirazi
tłumaczenie: Marios


Słuchajcie, nie będziemy przedzierać się przez gąszcz pięciu ówczesnych występów. Te pięć sztuk, które odbyły się wtedy w Kopenhadze w czasie trasy World Magnetic, kręciły się wokół jednego człowieka. Jeden człowiek i jego kraj, jeden człowiek i jego królestwo, jeden człowiek i jego lenno… I nie chodzi mi tutaj o Viggo Mortensena ani Larsa von Triera… a nie, czekajcie… Chodzi o Larsa! Dokładnie naszego Larsa – Oto Lars Ulrich… Albo - OOOOOOOOLLLLRICH!!! Ewentualnie - LAAS OOOOLRIK!!!!!

Nie wierzycie za bardzo w te królewskie porównania, co? Spróbujcie się kiedyś przejść z Larsem po Kopenhadze (i sprawdźcie, czy dotrzecie do końca przechadzki). Albo usiądźmy i zastanówmy się, czym tak naprawdę był ów pięciokoncertowy bieg.

Z pewnością wyścig ten był skonsumowaniem potęgi Metalliki i namacalnym dowodem ogromnej duńskiej bazy fanów, którą zespół zdołał zbudować. Ale było to przede wszystkim potwierdzenie faktu, że Lars jest kochany w swojej ojczyźnie. Potwierdziło się także to, że Lars osobiście zna każdego miejscowego Duńczyka. Jego prywatny vipowski pokój w kopenhaskim Forum, był wielkości Luksemburga, a to wszystko dlatego, że Lars, jak to Lars – nalegał, by wszystkim obecnym zapewnić ulrichową gościnność. A byli tam wszyscy, z którymi pałker miał wówczas kontakt, czyli... wszyscy miejscowi Duńczycy. Ale już poważnie – nigdy nie widziałem tak dużego i liberalnego zgromadzenia w zakulisowej, prywatnej strefie. Były widoczne wszystkie sławne, mniej sławne i zdecydowanie niesławne odpały: dotykanie po ramionach, kolanach, etc. A wszystko to podczas jednego, szczęśliwego spotkania.





Zanim przejdziemy dalej, zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy, czy Duńczycy lubią drinkować. Ci uroczy, zdziczali, cholerni Wikingowie mają wnętrzności z żeliwa i jedne z najsilniejszych nóg, więc pozwalają sobie by ich plugawe, rechotliwe duchy przeszłości, wkręciły się w imprezę z pełnym zaangażowaniem. Inną rzeczą, związaną z hedonistycznym, duńskim biesiadowaniem jest gwałtowny wzrost poziomu gardłowego mówienia, gdzie wszyscy, wydaje się, na siebie krzyczą: Ja, Ty, ściana, podłoga i puste szkło, w ogóle świat – zanim wszyscy wybuchają ogłuszającym śmiechem, uzupełniają szkło i piją więcej.

Tak się zastanawiałem, że gdybyś miał więcej niż jedną taką nockę, a chciałbyś nakręcić świetny niezależny film, to mógłbyś wybrać się do vipowskiego pokoju Larsa Ulricha i pochodzić po tym terytorium, kręcąc wszystko od początku do końca. Sama głośność każdego wieczoru w tym pomieszczeniu była kakofoniczna. Był to niepohamowany dźwięk gościnności i radości, a wibracje tam panujące, były zawsze tak całkowicie pozytywne, że nawet osoby cierpiące na agorafobię, jak i te mizantropiczne odnalazłyby głęboką, wspólną radość.

Czy już wspominałem, że ci ludzie piją?

Przed każdym koncertem byłem tam po prostu dla rozrywki. 16.00 – była tą nową szczęśliwą godziną, gdy tysiące tych głośnych i dumnych osób wesoło oddawały się trawieniu, zanim drzwi do pokoju się otwierały, gdzie można było kontynuować zabawę w szybszym tempie. W międzyczasie Lars wypełniał dni przeprowadzając niezliczone wywiady dla duńskich mediów (nie wierzę, że jakikolwiek naród ma więcej medialnych rynków zbytu, biorąc pod uwagę to, czego byłem świadkiem, i jestem świadkiem za każdym razem, gdy Metallica gra w Danii). Ulrich zajmował się także rodziną i znalazł czas na dalsze organizowanie grup przyjaciół i znajomych, które mogłyby sięgać nawet czasów przedszkolnych… Nie wiem.





Było to rozciągnięcie towarzyskiej aktywności od świtu do zmierzchu i z powrotem. Lars spotykał dosłownie każdego: od Kena Anthony’ego do kolegi z dzieciństwa, który „robił na lotnisku” (zostałem rzetelnie poinformowany, że jeśli kiedykolwiek będę miał z czymkolwiek problem, ów przyjaciel zapewnił mnie, że załatwi co trzeba. Jeśli będę chciał przejechać przez terminal na słoniu, mając na sobie zbroję i wrzeszcząc numery Dio, to on to załatwi).

Na miejscu byli członkowie Mercyful Fate i pamiętam, że goście z Mastodon robili na wszystkich wrażenie do tego stopnia, że byli w stanie spotkać się w ostatnim barze przed odcięciem – niesławnym szynku Hong Kong w Kopenhadze. Były to dni, kiedy Lamb Of God zaczynali wieczór od kilku kołysanek i ballad, a w setliście Metalliki znajdowały się perełki dla wybranych.

Statystyki z czwartego wieczoru: Dyers Eve po raz pierwszy zagrany w Kopenhadze, Phantom Lord – w Kopenhadze pierwszy raz od grudnia ’84. No i debiut Suicide And Redemption. Wieczór #5: 18. koncert w Danii. Pierwszy raz od dwunastu lat wykonali wówczas na żywo Ecstasy of Gold i Of Wolf And Man. Jeszcze na innym występie z tamtego czasu pierwszy raz na duńskiej ziemi zaprezentowali Turn the Page. Koncert #2 (zaprezentowany w Metalowym Poniedziałku), to grany po raz pierwszy w Kopenhadze Trapped Under Ice. Wieczór #3 to debiut Hit the Lights w stolicy.





Oto pełny obraz tych koncertów. Dużo nowości, pakiet skarbów. Aha, no i wypijano każdej nocy jezioro alkoholu. Duńczycy lubią urządzać przyjęcia, szczególnie, gdy są zaproszenia… i kiedy ich nie ma. Jezu, kocham to miejsce. Niedużo mi już brakuje, żeby zostać pełnoprawnym ekspertem od Danii. Powinienem też zwrócić uwagę na ważny fakt: dziesiątki tysięcy organizmów zostało uratowanych, ponieważ pomiędzy koncertami #3 i #4 przewidziano trzydniową przerwę (nie dla Metalliki oczywiście – oni odwiedzili wówczas Finlandię).

Publiczność kopenhaskiego Forum została wybrana z członków MetClubu jako podstawa pod składanie Fan Can VI. Był to dobry wybór, zważywszy na to, że każdy koncert rejestrowała grupa MetClubbersów uzbrojona w kamery i wysłana w bój, by dokumentować każdy koncert z różnych, fanowskich perspektyw. Prawdziwe fanowskie podsumowanie tej podróży.

Korzenie łączące Metallicę z Danią są z pewnością wyjątkowe. A owe pięć wieczorów w Forum były wszystkim, czego można oczekiwać od takiego małżeństwa, i nie tylko to. Nie musicie wierzyć mi na słowo. Zrób sobie jeszcze jedną posiadówę z koncertem #3 Metalowych Poniedziałków. Możecie też odpalić sobie wszystkie pięć audio streamingów, dokumentujących te koncerty i wysłuchać na swoim telefonie. Radzę jednak popatrzeć tylko na jeden koncert (nie masz wystarczająco dużo piwa pod ręką, a sprzątanie po wszystkim będzie przerażającym doświadczeniem. No i nie chcesz demolować sobie mieszkania i wybiegać na zewnątrz w samych majtkach, wydzierać się i machać przy tym wszystkim butelką).

A, i jeszcze jedno na koniec: czy wspominałem już, że ci cholerni dranie potrafią naprawdę pić i pić?










Marios
Overkill.pl



Waszym zdaniem
komentarzy: 2
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
JaCkyLL
29.04.2020 09:27:01
O  IP: 0.0.0.212
jakby było zajefajnie gdybyśmy w pierwszy PON miesiąca maja ujrzeli koncert z Polski ... cały ... tak na majówkę ... w prezencie od Metaliki ... echhh... :)
Marios
29.04.2020 09:10:18
O  IP: 0.0.0.77
Raczej nie skorzystamy z rady Steffana i nie odpalimy Kopenhagi, bo jakimś dziwnym trafem na ten moment pod metalowym poniedziałkiem nr 3 latają zdublowane Niemcy...
OVERKILL.pl © 2000 - 2026
KOD: Marcin Nowak