W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
Za kulisami koncertu Helping Hands 2020 So What!
dodane 02.03.2021 11:33:09 przez: Marios
wyświetleń: 1940
Powracamy na moment do 14 listopada ubiegłego roku, kiedy to Metallica zaprosiła fanów z całego świata na koncert do HQ. Chodzi oczywiście o jedyny w 2020 roku występ kapeli w towarzystwie fanów – charytatywne granie w ramach akcji Helping Hands.






Koncert połączony z aukcjami był hybrydowym doświadczeniem, podczas którego fani i zespół po raz pierwszy wchodzi w interakcję na żywo w okresie pandemii. Steffan Chirazi postanowił przyjrzeć się bliżej temu, jak technologia, sztuka i pasja zostały ze sobą połączone, by przenieść koncert drogą cyfrową prosto do Waszych domów.


tekst: Steffan Chirazi
tłumaczenie: Marios


Jakież to wydarzenia Metallica zanotowała w kalendarzu na 2020 rok? Po pierwsze przygotowali (w maju) akustyczną wersję utworu Blackened, wczesną jesienią gotowy był natomiast niezwykle udany koncert przygotowany specjalnie na potrzeby kin samochodowych. Co jeszcze można zrobić w warunkach pandemicznych? Odpowiedź nadeszła wraz z ogłoszeniem występu w ramach charytatywnej imprezy Helping Hands. Czy był to koncert na żywo? Niewątpliwie. Było transmitowane przez Internet? Niezaprzeczalnie tak. Czy było interaktywne? Bezsprzecznie. Czy udało się osiągnąć wystarczający poziom ochrony w zakresie bezpieczeństwa w zapomnianych przez Boga czasach covid-19? Oczywiście, że tak. Ten czwarty punkt udało się wypełnić dzięki technologii „wirtualnej publiczności”, gdzie na ścianach w czasie koncertu fani potrafili ze sobą współdziałać, mimo, że mieszkali w przeróżnych częściach świata. Patrząc teraz na chłodno na 14 listopada 2020 roku, rzeczywiście mogliśmy być świadkami tego, jak będzie wyglądał przyszły standard w technologicznym zakresie uczestnictwa w koncertach na żywo.

Takie rzeczy nie zdarzają się ot tak. Są wynikiem planowania, którego podejmują się tęgie głowy, działając przez wiele długich godzin… albo jak w przypadku Helping Hands 2020 – 200 godzin spędzonych na projektowaniu i tworzeniu czegoś, co zachowa wyjątkowość i jednocześnie połączy ludzi. Poniżej znajduje się skrócona wersja ustnej historii powstawania Helping Hands 2020, o której opowiedzieli Dan Brown – projektant scenografii w plastry miodu, John Wiseman – starszy wiceprezes ds. sprzedaży i produkcji sprzętu wideo, Brad Serling – założyciel platformy steamingowej nugs.net, Nick Whitehouse i Kim Sawyer – ze studia projektowo-produkcyjnego Fireplay oraz Rob Koenig – oświetleniowiec Metalliki.





GENEZA POMYSŁU


Dan Brown: Wspaniale było wypuścić koncert dla kin na powietrzu. Był wyjątkowy i miał inny format. Ludzie musieli przyjechać własnymi samochodami. Znam kogoś, kto przejechał 300 mil, żeby znaleźć wolne miejsce na parkingu, i to jest świetne. Zrobiliśmy to. Zwyczajna transmisja przez Internet też była. Po nagraniu występu dla kin zrobiliśmy to spotkanie z Howardem Sternem, co było interesujące, ale zrobione specjalnie dla programu Sterna. Nagrywanie występu w pustej hali i puszczanie tego w Internecie? My tak nie działamy. Skupiłem się na tym, że mamy do zrobienia coś nowego. To nie maił być tylko wirtualny koncert Metalliki. Był to zupełnie inny rodzaj imprezy.

John Wiseman: Prosperujesz dzięki innowacjom, a sposób na przetrwanie [w branży] to wprowadzanie innowacji. Jeśli się nie zmieniasz, nie ewoluujesz – umierasz. Umierasz nawet w najlepszych czasach. Więc gdy już wiedzieliśmy, że covid się nigdzie nie wybiera i że branża, jaką do tej pory znaliśmy na razie jest wyłączona, to natychmiast przeszliśmy do tematu technologii studyjnej. Znaliśmy tę technologię i zbudowaliśmy to, co nazywa się studiami XR. Są to koncertowe studia 3D i tak naprawdę zostały uruchomione potrzebą ludzi. Były projekty i programy, których produkcję trzeba było zatrzymać, na szybko zmienić i zakończyć. Taka Katy Perry na przykład: miała zaplanowany występ w finale American Idol. Wielka sprawa, wielkie amerykańskie show – dzieciaki rywalizowały przez cały rok, a teraz chciały zobaczyć, kto wygra. Cóż, nadszedł czas finału i skończyło się stworzeniem sceny, na której Katy (ponieważ była w ciąży) mogła w sterylny sposób odegrać swoją rolę jurora. Można było puścić nagranie prosto do telewizji na żywo, a że już tam byliśmy, i Katy miała już wydany nowy album, to pomyśleliśmy, że zrobimy jeszcze teledysk. Wszystko w jednym miejscu.

Nick Whitehouse: Dawno temu, jakoś na przełomie marca i kwietnia (2020 roku) sprawy koncertowania zaczynały się naprawdę wykruszać i jeden z naszych klientów zajmujących się muzyką dawną przyszedł i powiedział, że chce wystąpić na żywo z chórem i puścić wszystko w czasie rzeczywistym. Próbowali zrobić to za pomocą Zoom i wszystkich tych programów, które były dostępne na rynku, ale nie byli w stanie tego zsynchronizować ani zrobić tradycyjnego miksu, takiego wiesz, 100 osób na konsoli. Podjęliśmy wyzwanie i zaczęliśmy badać, jak to zrobić. I znaleźliśmy sposób, w którym mogliśmy nagrać razem 150 osób bez korzystania z powszechnego oprogramowania. Użyliśmy niestandardowego zaplecza technicznego, które umożliwiało zsynchronizowanie tego wszystkiego, ale też pozwalało elastycznie manipulować miksem audio.

John Wiseman: Skończyło się na rozmowie z Nickiem i Fireplay. I nie jestem do końca pewien, kto wpadł na pomysł wykorzystania aplikacji Virtual Crowd (technologia umożliwiająca interakcję publiczności z wykonawcą na żywo), ale opracowano go beze mnie. Zrobili to: mój kumpel z firmy, Randy Hutson, Nick i kilku innych gości. Przynieśli to do mnie, bo jestem tym gościem, który zajmuje się klientami. Powiedzieli: Chcemy wam coś pokazać. I tak prawdę mówiąc – nie byłem tym zainteresowany, bo nie chciałem, żeby to był sposób na biznes. Nienawidzę imitacji koncertów. Jeszcze się z tym nie zapoznałem, ale wypełniało to potrzebę, której ja nie chciałem wypełniać. Ale się umówiliśmy, włączyłem Internet, zrobiłem wszystko, co mi powiedzieli i: OK. To jest niesamowite. Już rozumiem. To ma być publiczność w wirtualu. Pomagał im gość, który nazywa się Cole Swindell. Zrobili to w naszym biurze w Nashville. Pokazali jedną ścianę, gdzie artysta był przodem do ściany, a na niej wiesz, jakieś 50-60 osób. Pomyślałem, że wygląda to całkiem fajnie. Dan Brown i ja znamy się od dawna. Zaczynaliśmy razem przy koncercie Poison w Green Bay w ’87 albo ’88 roku. No i zaaranżowałem spotkanie moje, Dana i ludzi z Fireplay oraz ekipę od Virtual Crowd. Jest to nasze wspólne przedsięwzięcie.

Dan Brown: Mam szczęście współpracować z Salesforce i mam kontakty z ludźmi, którzy pracują na różnych technologiach. Stało się dla mnie jasne, że musimy jakoś wykorzystać dostępność tychże technologii i stworzyć świeży występ. Naprawdę pasjonował mnie ten pomysł, bo nie miał być to koncert Metalliki puszczony przez Internet. Było to zupełnie inne wydarzenie. Zacząłem myśleć jak to zrobimy. No i pomyślałem o tym, czego brakowało przy okazji koncertu dla kin samochodowych – zespołowi brakowało możliwości nawiązania kontaktu z fanami. Mówiłem o tym wielokrotnie, sam przecież słyszałeś. Uważam, że koncert Metalliki składa się w 50 procentach z zespołu, a 50 procent to publiczność. No i w występie dla kin jej brakowało. Głowiłem się na tym, gdzie moglibyśmy znaleźć firmy, które robią tego typu rzeczy i uderzyłem do Johna, czy kogoś mógłby załatwić. I tak trafiliśmy na Fireplay.

John Wiseman: Moim zadaniem jest łączenie technologii z klientami i moją firmą, co nie? Muszę więc czasami coś tłumaczyć. Dan rzucił pomysł, co by było, gdyby zrobić te ściany na 360 stopni, żeby muzycy mogli podchodzić do ścian i pogadać. Zapytał i natychmiast dostał odpowiedź. Nie trzeba było nic tłumaczyć. Dan nie tylko dostał to, czego chciał, ale zaraz zrobił z tego coś na wyższym poziomie. To jego pomysł, żeby zrobić z tego wielki sześcian. Zaproponował, żeby zrobić coś w rodzaju klatki, usadowić Metallicę po środku i każdy z muzyków będzie rozmawiał z fanami jeden na jeden. Po prostu to zrobiliśmy, a potem zastanawialiśmy się, jak to ma działać. Sprowadziliśmy dodatkowo ludzi z Clair Brothers (inna firma zajmująca się produkcją i nagłośnieniem) i zaproponowaliśmy im współpracę. Nie jest to typowe, bo Clair Brothers to jedni z naszych największych konkurentów w branży. Zadzwoniliśmy po nich, bo uznaliśmy, że zbudowali lepszą klatkę, a koniec końców chodzi przecież o to, by wszystko skończyło się sukcesem. Nie chodzi o ego, nie chodzi o to, co kto zrobił, nie chodzi nawet o to, czyja nazwa będzie wyświetlana, bo wszyscy jesteśmy gośćmi z drugiego planu. Jesteśmy niewidzialni i tak powinniśmy pracować. Jedynym powodem, dla którego moglibyśmy stać się dostrzegalni, jest współpraca.

Dan Brown: Popatrzeliśmy na efekt no i dobra: A co, jeśli tych wszystkich ludzi porozmieszczać na gigantycznych ekranach telefonów wyposażonych w Zoom? Ciągle nad tym pracowaliśmy i pomyśleliśmy, że można przybliżyć publikę do kapeli i otoczyć ją ze wszystkich stron. Więc wyglądałoby to, jakby Metallica grała przed setkami osób, a w rzeczywistości są ich tysiące, bo co chwila zmieniamy ekrany. I fani poszli na to. Jest kilka branżowych programów, które robiły coś podobnego. Program NBA ma zawsze kilku gości na ekranach, tak samo WWE… No i niby wszystko fajnie, ale to nie wystarczy. I stworzyliśmy środowisko, w którym Metallica będzie mogła pogadać bezpośrednio z ludźmi. Latami dużo rozmawialiśmy o sposobach na usunięcie barier między zespołem a publicznością. Zrobiliśmy to tutaj. Użyliśmy technologii, dzięki której zespół nie tylko będzie mógł zagaić do słuchacza, ale (w przeciwieństwie do normalnego koncertu) słuchacz będzie mógł odpowiadać.





JAK POMYSŁ STAŁ SIĘ RZECZYWISTOŚCIĄ:



Brad Serling: Od 25 lat zajmuję się transmisją koncertów. Pierwszy raz robiłem to z Metallicą w czasie Ice Polar Beach Party ’95 (Tuktoyaktuk), więc teraz w HQ historia zatoczyła koło, bo Metallica wykorzystała per-pay-view po raz pierwszy w karierze. Po 39 latach. W 1995 mieliśmy do dyspozycji osiem modemów. Dzięki temu uzyskaliśmy sygnał z najbliżej zamieszkałej wioski.

Nick Whitehouse: Wszystko, czego użyliśmy przy Helping Hands nie istniało przed marcem 2020 roku. Następnym razem też trzeba zapytać Dana, bo może wyjść coś zupełnie innego i byłoby fajnie, gdybyśmy mieli okazję go spotkać. Biorąc pod uwagę wszystko co zostało opracowane, staramy się teraz rozwijać te koncepcje, ale póki nie ma wyraźnego powodu, by pchać to naprzód, będziemy działać wolniej, ponieważ koncentrujemy się na tym, by dostarczyć tego, co oczekują ludzie. Ale jeśli ktoś przyjdzie i powie: Chcę mieć coś takiego i takiego - wówczas to zadanie będzie na pierwszym planie i będziemy się głowić nad tym, jak ten produkt klientowi dostarczyć.

John Wiseman: Wiedzieliśmy, że wideo-ściany będą działać. Wiesz, testowaliśmy je przez kilka miesięcy. Testowaliśmy produkt no i ruszyliśmy z projektem na full jakoś trzy tygodnie przed zrealizowaniem zadania. Ale wcześniej było dużo pracy. Dan i Luc [Brown i Zajonc - obaj niestrudzeni kierownicy produkcji] wespół z Tonym DiCioccio [z zespołu menadżerskiego Q Prime] – wszyscy oni mieli plany stworzenia dodatkowych kopii zapasowych i wsadzenia ich do Internetu. Zrobiliśmy ogrom pracy, by upewnić się, że jakościowo wszystko zda egzamin, zanim ruszymy ciężarówką do HQ. Budowaliśmy całość w warsztacie, patrzyliśmy, testowaliśmy. Mamy najlepszych ludzi na świecie i po prostu kończymy robotę: Słuchajcie, zbudujemy wam samochód wyścigowy. Nie będziemy nim jeździć, nie będziemy mu lać paliwa, ale kiedy go dostaniecie, będzie jeździł. Ilekroć próbujesz przesuwać tę technologiczną granicę, zawsze robisz to aż do krawędzi i w ten sposób zmieniasz normy działania.

Dan Brown: Nad wszystkim pracowało prawdopodobnie jakieś 100 osób, by doprowadzić plany do końca. Mieliśmy ludzi od nagrywania wideo, gości od oprogramowania systemów wideo, naszych ludzi zajmujących się produkcją dźwięku, całą ekipę techniczną Metalliki, oświetleniowców, operatorów kamer… Dużo ludzi nad tym pracowało, ale tak właśnie jest, gdy robisz coś dla Metalliki. I to nie jest tak, że pokażemy zespół na ekranie i to wystarczy. Nigdy nie robimy nic w ten sposób. Na miejscu było mrowie ludzi, którzy siedzieli jak na szpilkach, byleby tylko pieczołowicie dbać o to, że koncert będzie wyjątkowym doświadczeniem. I wiesz, to jest szczęście, że mamy taką grupę ludzi, którzy jak już zdecydują się dołączyć do naszego plemienia, do naszej rodziny, to zostają dlatego, że wpływ ma na nich pasja bijąca od chłopaków ze sceny. Ta sceniczna pasja Metalliki inspiruje nas do tego, abyśmy starali się uczynić dane doświadczenie koncertowe coraz lepszym i lepszym. Cieszymy się, że mamy tak potężną liczbę ludzi za sobą.

Brad Serling: Zrobiłem na żywo tysiące transmisji, ale myślę, że najważniejszą technologiczną różnicą [dla streamingu tego koncertu Metalliki] był fakt, że kapela ma u siebie dwie odrębne linie światłowodowe wchodzące do HQ, więc to robiło nam ogromną różnicę. Zamontowali to niedawno. Oznacza to tyle, że mieli nadmiarowe światłowody gigabajtowe, więc mieliśmy dużą przepustowość.

Kim Sawyer: Myślę, że w czasie gdy wdrażaliśmy ten innowacyjny proces, wiesz, teraz jest jakieś sześć, siedem czy osiem miesięcy później, ale wtedy było dla nas ważne to, by opóźnienia steamingowe były jak najmniejsze, aby mieć rzeczywiście fanów fizycznie na żywo, by mogli reagować w czasie rzeczywistym na to, co widzą i słyszą. Poza tym jesteśmy firmą projektową. Chcieliśmy mieć pewność, że koncert, plan zdjęciowy czy produkcja, będą wyglądały pięknie i będą czymś innym niż wszelkie dotychczasowe występy.

Brad Serling: Jeff Yeager [facet od MetClubu, szef logistyki zaawansowanych technologii w świecie Metalliki no i oczywiście fotograf] był naszym największym atutem i sprzymierzeńcem od pierwszego dnia. Jeśli chodzi o transmisję, to tak naprawdę był gość mocno stąpający po ziemi. On na co dzień pracuje w HQ, więc wie, gdzie pochowane są bebechy, gdzie są przewody pod które można podłączać. Wiedział, że najlepiej będzie jak puścimy wiązkę po dachu budynku, żeby podłączyć wszystko pod ciężarówkę, tego typu rzeczy. Był więc, jeśli chodzi o logistykę niezwykle pomocny, bo HQ jest jego domem. Byłem w kwaterze głównej może z sześć tygodni przed koncertem i widziałem jak Jeff pomagał przeprowadzać testy na różnych liniach światłowodowych, jakie były do dyspozycji. W ten sposób podjęliśmy decyzję o sprowadzeniu ciężarówki tak na wszelki wypadek, ponieważ obie linie światłowodów pochodziły od tego samego dostawcy. Jeff był po prostu pomocny w tego rodzaju logistyce.

Nick Whitehouse: Każdy użytkownik ma różne połączenie internetowe, przybywa w różnym czasie, a część magii systemu który posiadamy polega na tym, że uda mu się to rozgryźć i odpowiednio zsynchronizować. I jasne jest to, że nie zrobisz nic z naprawdę słabym połączeniem internetowym, ale mamy też konsole, które pozwalają artystom wiedzieć, czy ktoś ma wystarczająco dobre połączenie, żeby móc pogadać albo sprawdzić, czy użytkownik wszystko widzi.

Kim Sawyer: Było ponad piętnastu moderatorów z całego kraju, którzy zajmowali się fanami. Byli w stanie sprawdzić, czy dana grupa osób nie ma problemów z mikrofonem, że kamera działa w porządku i czy są gotowi do pojawienia się na ścianie. Nasz system zapewnia naprawdę fajną funkcję szczególnie wykonawcom – patrzą na ekran i chcą z kimś pogadać – otrzymują wówczas wskazówkę, że dana osoba jest gotowa. Że mikrofon jest włączony, że kamera daje radę i połączenie internetowe jest w porządku, więc mogliśmy zadzwonić do osoby i te wszystkie ustawienia pozwalały na płynną i znacznie bardziej komfortową interakcję dla muzyka. Wszystko robione było zdalnie, a ja byłam na miejscu w roli producenta. Na miejscu był też nasz projektant, który zajmował się wszystkim na bieżąco w trakcje przenoszenia fanów na ekrany i zdejmowania ich. Przy każdym utworze zmienialiśmy fanów. Mieliśmy też na miejscu miksery do audio i sprzęt do miksu produkcji.

Rob Koenig: Wszystkie te gigantyczne ekrany miały w sumie 48 metrów i [te ze zbliżeniami] były wysokie na ponad cztery metry. Gene McAuliffe [reżyser kamer] i ja policzyliśmy piksele i w sumie wyszło około dwudziestu milionów pikseli! Wychodzi na to, że w HQ rozbłysło jakieś 80 milionów diod, co całkowicie zmieniło nasze możliwości operowania światłem. Mieliśmy przed sobą mnóstwo nieznanych czynników: Bóg jeden wie, co zamierzali robić fani na ekranach, w co mieli zamiar się ubrać, czy to będą jaskrawe koszulki, tego typu sprawy. Więc w zasadzie potraktowaliśmy niewiadome [w kategorii oświetlenia] jak pracę przy programie telewizyjnym. Zrobiliśmy trochę rzeczy w nieco bezpieczniejszy sposób, w środowisku przyjaznym telewizji.. Ale nie chcieliśmy, żeby całość wyglądała jak kanał informacyjny. Ryzykowaliśmy z oświetlaniem muzyków w taki sposób , by wciąż zachować klimat grania w pokoju, ale jednocześnie zachowaliśmy świadomość tego, że ściana z ekranami to wirtualna przestrzeń ,a nie imitacja widoku za oknem. Nie chcieliśmy, żeby klimat pokoju odstawał od tego, co się tam działo. Nie miało to wyglądać głupio i chaotycznie, więc wszystko ze sobą ujednoliciliśmy.

Nick Whitehouse: Smukłość wyglądu ekranów z fanami to zasługa Andie, która jest programistką i robiła za kreatywną w tej materii. Stylizacja to jej dzieło. Jest takim małym geniuszem. Potraktowała przychodzące obrazy z fanami prawie jak przy filtrze Instagrama, który wszystko wygładza i dopasowuje do grafiki przyniesionej przez Dana i do wyglądu, jakiego oczekiwał. Możemy te elementy dowolnie zmieniać, więc jest to bardzo fajny system naprawdę nadający się do wtapiania wszystkiego, czego oczekuje artysta.

Brad Serling: Wszyscy byliśmy na wyciągnięcie ręki, co było dobrym pomysłem. Goście od realizacji fragmentów z interakcją zespołu z fanami byli w namiocie tuż za nami, gdzie poustawialiśmy enkodery. Usadowiliśmy się przed ich namiotem, w którym Gene i cała ekipa realizowała wideo. Jak sądzę Greg Fidelman miksował dźwięk siedząc na miejscu w HQ. Sądzę, że wszyscy działaliśmy z tylnego siedzenia.

Kim Sawyer: Mieliśmy zdanych moderatorów, ale też sporo osób na miejscu, co jest dość niezwykłe, kiedy popatrzymy na to, ile osób udało nam się zatrudnić, by zrealizować taką produkcję. [Na miejscu] było lekko ponad 30 osób w sumie przez dwa tygodnie, co jest świetne. Naprawdę fajowe jest to, że ekipa, która dowoziła sprzęt, montowała też dźwięk, oświetlenie i tego typu rzeczy. Przeszkoliliśmy ich do tych zadań. To jest naprawdę fajna sprawa, bo teraz zamiast się martwić tym, kiedy dostaniemy następne zlecenie, mamy nadzieję, że będziemy w niedalekiej przyszłości robić więcej tego typu produkcji, co pozwoli nam na regularne dochody dopóki nie wrócimy do pracy w „prawdziwej rzeczywistości”.





JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE NIE BYŁO PROBLEMÓW DOTYCZĄCYCH OPÓŹNIEŃ TRANSMISJI [WSZYSCY BYLI ZSYNCHRONIZOWANI, NIEWAŻNE, CZY OGLĄDALI KONCERT W DUBLINIE, DALLAS, CZY DUBAJU]:


Brad Serling: Nie chcemy mieć sytuacji takiej, że wysyłamy w świat tylko jeden sygnał, dlatego zawsze chcemy dysponować pewnym poziomem nadmiarowości nawet, jeśli na początku nic się ową nadmiarowością nie wydaje. Chodzi mi o to, że zawsze będziemy mieć uruchomione co najmniej dwa źródła, z których wyślemy dwa różne strumienie. Odrębność obwodów zależy jednak od tego, czy faktycznie sygnał wysyłany jest za pomocą dwóch różnych obwodów, a to zależy od miejsca, w którym się znajdujemy. W przypadku Metalliki jest to HQ, które ma dwie linie światłowodowe wychodzące z budynku, ale obie obsługiwane są przez tego samego dostawcę (amerykańskie przedsiębiorstwo telekomunikacyjne AT&T) i obie miały to samo źródło, które znajduje się na ulicy. Gdyby więc wydarzyło się coś katastrofalnego na ulicy, byłoby to poza kontrolą zespołu i wszystko spada na lokalnego dostawcę. A cholera wie, co mogło się stać. Mogło się coś zerwać, wywrócić. Naszym nadmiarowym sprzętem była więc antena satelitarna, co oznaczało tyle, że obraz wysyłaliśmy za pomocą satelitarnego sygnału telewizyjnego, a nie przez Internet. Byliśmy całkowicie niezależni od generatora na miejscu. Gdyby się coś wysypało w budynku, nadal mogliśmy wysyłać sygnał. Omówiliśmy wszelkie podstawowe sprawy, ponieważ nie było mowy o tym, abym pozwolił, żeby pierwsza w historii Metalliki transmisja w systemie pay-per-viw miała spaść z rowerka.

John Wiseman: Najbardziej zaskoczyło mnie to, że nie było opóźnień. Żadnych. Jeśli jesteś inżynierem, to bez problemu pokażesz, w którym momencie była jedna milionowa sekundy opóźnienia, ale wszystko wyglądało tak, jakby twój mózg nie rejestrował tych mikrosekund. To było najważniejsze.

Brad Serling: Nie zagłębiając się zbytnio w szczegóły, sprzedawaliśmy dwa rodzaje biletów. Jeden normalny i drugi w pakiecie VIP. Bilet normalny gwarantował podstawowy dostęp do streamingu, natomiast VIPowski pozwalał znaleźć się na ścianie w HQ. Fani z biletem VIP faktycznie oglądali transmisję z innego strumienia, niż fani z normalnym dostępem. Mieliśmy oczywiście możliwość puszczenia jednego strumienia dla wszystkich, ale bylibyśmy zmuszeni pobierać wyższe opłaty, by dla wszystkich maksymalnie zminimalizować opóźnienia transmisji. Woleliśmy utrzymać cenę na poziomie 15 dolarów, co uważam, że jest niesamowicie niską opłatą, ale Metallica była nieugięta, by utrzymać tę cenę na takim poziomie, bo chcieli dać fanom równe szanse i chcieli trafić do jak największej liczby fanów, co było bardzo fajnym podejściem.

Fani, którzy lądowali na ścianie, a myślę, że nie było ich jednorazowo więcej, jak 280 osób – dostawali informację od wyznaczonego specjalnie do tego celu moderatora i reżysera, kto będzie pojawiał się na ścianach, a były to wszystkie osoby, które w danym momencie miały najmniejsze opóźnienia i mogliśmy zapewnić, że opóźnienia nie były większe niż może z 50 milisekund, czy coś takiego. Wszyscy byli zsynchronizowani z Metallicą niemal w stu procentach, ale zawsze byli delikatnie za kapelą. Fani z biletem normalnym po prostu oglądali transmisję i dla nich opóźnienia nie były żadnym problemem.





ZARZĄDZANIE WIRTUALNĄ PUBLICZNOŚCIĄ:


Nick Whitehouse: Metallica chciała, żeby wszystko działo się spontanicznie. Na przykład: Jeśli widzimy kogoś, z kim chcemy porozmawiać, to chcielibyśmy zawołać go po imieniu i natychmiast z nim pogadać. No i z tym to było sporo zabawy, bo jeśli coś takiego jest wcześniej zaplanowane, to praktycznie niczym nie różni się od scenariusza w telewizji. A scenariusza nie było. Wiesz, to coś w stylu: Podoba mi się wygląd tego gościa, chcę z nim teraz pogadać. Sądzę, że takie podejście sprawiało, że było fajniej.

Kim Sawyer: Mieliśmy 280 osób na czterech ścianach na jeden zagrany utwór, czyli po 70 osób na ścianę. I zmienialiśmy publikę prawie że przy każdym utworze. To był właśnie system Virtual Crowd, który pozwalał nam zmieniać ludzi do każdego numeru. To jest też odpowiedź na pytanie – dlaczego potrzebowaliśmy tylu moderatorów, a ci ludzie za kulisami przygotowywali fanów do wejścia na ekran. Postawiliśmy na zielony kolor imion, bo był to łatwy sposób na identyfikację, ale zamiast tego wybraliśmy kolor szary, który wydawał się być bardziej spójny z zaprojektowaną estetyką i pasował do surowej, szarej obramówki plastrów miodu. Rezygnowaliśmy z kogoś, kto nie był w stanie pogadać, albo miał zbyt słabe połączenie internetowe. Na ekranach widzieliście tylko imiona i nazwiska osób, które mogły porozmawiać z zespołem. To było całkiem fajne.

Szczerze mówiąc, wszyscy zachowywali się dobrze. Wszyscy świetnie się bawili i według mojej wiedzy nie było żadnych niewłaściwych wyskoków. Zdarzyło się kilka, wiesz, nieudanych połączeń, więc zamiast czarnego ekranu, zastępowaliśmy miejsce kimś innym, kto miał lepsze połączenie z siecią. Na tyle, ile mogę stwierdzić, to uważam, że wszyscy bawili się po prostu świetnie.

John Wiseman: Kiedy oglądałem ten występ, jedna sprawa podobała mi się najbardziej – wiesz, to nie był po prostu kolejny koncert. To było coś wyjątkowego w tym dziwacznym czasie, ale kiedy widziałem radość na twarzach Metalliki, gdy wchodzili w pogawędki… To było… Użyłbym słów… To była pieprzona radość. Świetna sprawa.





CZY TAK BĘDZIE WYGLĄDAĆ NAJBLIŻSZA KONCERTOWA PRZYSZŁOŚĆ?



Dan Brown: Myślę, że to, co teraz obserwujemy, ta technologiczna adaptacja, to proces, który zająłby jakieś piętnaście lat. Wiesz, technologia się rozwija, kiedy z niej korzystamy i to człowiek jest w stanie ją dostosowywać. Tak jak z tym, że ludzie nie robili zakupów przez Internet na nie wiadomo jaką skalę. To samo z Zoomem i telekonferencjami na Google i tych wszystkich platformach. Ludzie z tego korzystają, bo są zmuszeni, robią to z konieczności. Nie wiem, kiedy się z tego wykaraskamy i jak będziemy działać, ale myślę, że będzie inaczej, myślę, że będzie to o wiele bardziej ekscytujące i uważam, że będzie o wiele lepiej. Jest wiele możliwości, które Metallica może zrobić, takich, których jeszcze nie zbadali.

Nick Whitehouse: Super fajne jest to, że zaczynamy wracać do działania. Wiem, że artyści i promotorzy martwią się, że robią te koncerty na mniejszą skalę, ale dzięki temu możemy porozsyłać transmisję, możemy dotrzeć do osób, które nie mogą lub nie chcą wychodzić z domu. One mogą kupić bilet i obejrzeć koncert na kanapie przed telewizorem, albo w jakiejś lokalnej hali, więc można wejść w coś hybrydowego. Być może zarobek będzie na tyle duży, by było to finansowo opłacalne. Musimy być pewni, że wszyscy są bezpieczni, więc nieuniknione są dodatkowe protokoły [bezpieczeństwa], może [organizacja] potrwa trochę dłużej, więc jest szansa na zwiększenie dochodu z koncertów w taki sposób, by wszystko miało [ekonomiczny] sens.

Dan Brown: Skorzystamy z tego doświadczenia jak z punktu wyjścia dla wszystkiego, co będzie następne, a co to będzie, nie mamy pojęcia. Nie wiem jak będą wyglądać koncerty, ale mam nadzieję, że będzie ich więcej i mam nadzieję, że Metallica nie przestanie docierać do swoich fanów. To ważna sprawa dla utrzymania zdrowia psychicznego fanów, dla ich przyjemności, dla zachowania pewności tego, że normalny świat jeszcze istnieje. Będzie dobrze. Uważam, że jest to wiadomość jak najbardziej na miejscu – będzie inaczej, ale wszystko będzie się kręcić. Przejdziemy przez to wspólnie.




I na koniec ważne słowa od Dana Browna:


Uważam, że zaniedbalibyśmy temat, gdybyśmy nie wspomnieli o tym, że ten koncert był wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. Ci goście nie zagrali w systemie pay-per-view po to, żeby napchać sobie kieszenie. W otoczeniu zespołu obracają się ludzie, którzy od lat są częścią rodziny Metalliki i przekazali na aukcje ogromne ilości sprzętu. Otrzymaliśmy duże wsparcie od naszej społeczności, ponieważ występ Metalliki miał na celu zebrać pieniądze dla fundacji, która robi dużo dobrego dla wielu ludzi. W tej chwili jest to szalenie ważne, by ludzie robili wszystko, co w ich mocy, by pomagać innym. Nie mam zamiaru wkraczać na tematy polityczne, jednak rozglądam się dookoła i twierdzę, że powinniśmy byli w stanie robić to lepiej. Jeśli ktoś jest głodny, daj mu kanapkę! Nie obchodzą mnie twoje poglądy polityczne. Ten, czy tamten człowiek jest głodny, więc daj mu tę kanapkę! Chodzi mi o to, że wszyscy musimy być w stanie zgodzić się w tym temacie.

Dla Metalliki jest to pasja i myślę, że każdy, kto pracował przy tym koncercie tę pasję podziela. Wiem, że pracownicy biura, którzy niezauważeni dają z siebie wszystko byli naprawdę zaangażowani i starali się ugrać dla fundacji jak najwięcej, ponieważ All Within My Hands zmienia życie ludzi. Uważam, że kiedy Lars, James, Kirk i Rob pomagają, to jest to swego rodzaju inspiracja, która wpływa na każdego, kto zechce się zaangażować. To zaszczyt móc pracować nad czymś, co pomaga tym, którzy nie mają wystarczająco dużo.


---



Steffan Chirazi: To rzeczywiście zaszczyt, a każdy, kto wniósł w projekt swój wkład – niezależnie od tego czy chodzi o dolary, czy o krew, pot, łzy i poświęcony czas. Wszystkie te elementy są częścią niesamowitej historii sukcesu ,jaką był występ Helping Hands 2020. Ogólna frekwencja zamknęła się w liczbach wypełniających stadion. Bilety VIP sprzedały się w ilości 3900 sztuk, co przeniosło się na 3900 podpisanych i ponumerowanych paneli na ścianach. Pamiętajmy również o niezwykle udanych aukcjach, które wymagały niestrudzonego, ogromnego wysiłku tak wielu osób ze świata Metalliki oraz ekipy All Within My Hands.

Rezultatem tych wszystkich wysiłków jest fakt – obejmujący także Ciebie – że zebrano ponad 1,3 miliona dolarów! W czasie pandemii. Kiedy tak wielu ludzi potrzebuje pomocy i walczy o przetrwanie. Po prostu łał! Podsumowanie wszystkiego, co udało się osiągnąć dzięki temu niezwykłemu doświadczeniu po samym tylko spojrzeniu na wygenerowaną kwotę jest zarówno podnoszące na duchu, jak i podchodzimy do tego z pokorą. I ostatnia sprawa: przewinęło się sporo osób, które pytały, czy udział w Helping Hands 2020 liczy się jako „udział w koncercie”. Osobiście uważam, że jeśli znalazłeś(aś) się na ścianie w HQ, to jedyna poprawna odpowiedź brzmi: tak. Zobaczymy teraz, co te zakręcone, szalone skurczybyki przygotują dla nas w następnej kolejności!







Marios
Overkill.pl


Waszym zdaniem
komentarzy: 0
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Nikt nie skomentował newsa.
OVERKILL.pl © 2000 - 2024
KOD: Marcin Nowak