W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
Tony Squindo - ten gość od rysunków [So What!]
dodane 28.09.2023 16:31:10 przez: Marios
wyświetleń: 1849
Oprócz tego, że Anthony jest jedną z najbardziej przyzwoitych osób, jakie możesz spotkać na tym świecie, to pan Squindo ma w sobie coś z człowieka Renesansu. Jasne, jego wspaniałe grafiki są już bardzo dobrze znane w świecie gadżetów Metalliki; jego dzieła zdobią dziesiątki koszulek, plakatów i wszelkiej maści merczu, który wyszedł pod szyldem zespołu w ciągu ostatnich dwudziestu lat, ale kopiąc trochę głębiej, można w Tonym zobaczyć gościa z szerokim wachlarzem doświadczeń. W sierpniu Steffan Chirazi - redaktor naczelny sekcji So What! - przedstawił nam sylwetkę "tego gościa od rysunków".







tekst: Steffan Chirazi
tłumaczenie: Marios


Oto gość z szerokim wachlarzem doświadczeń: od tego, że robił sztukę z przygotowywania zup śniadaniowych, przez zainteresowanie pełnymi temperamentu samochodami, aż po trzymanie udomowionych wiewiórek. Pełna ciepła i przyzwoitości osobowość Squindo zostawiają mały, ale dający się zauważyć ślad we wszystkim, co robi, czasami zostawiając nas (co całkiem zrozumiałe) z poczuciem, że ludzkość to gatunek nad wyraz skomplikowany. W świecie Squindo w grę wchodzą ołówki, atrament, pomysły no i zwierzęta. Wszystko to pomaga mu poruszać się po tym świecie u boku swej bratniej duszy – Wendy. Mam nadzieję, że wyciągniesz z tego coś sensownego – powiedział mi Tony tuż po skończeniu rozmowy. Coś tam mówiłem, ale czuję, że nic nie powiedziałem – stwierdził. Stary, nie ma się czym przejmować. Powiedziałeś sporo…


Niezły bigos na początku kariery zawodowej
Robiłem mnóstwo gównianych rzeczy; podejmowałem prace, których nie chciałem wykonywać, by dostać się tam, gdzie chciałem. Prosto ze szkoły trafiłem do budowlanki: składałem dachy albo szlifowałem jakieś podłogi i czułem się nieszczęśliwy. Było mnóstwo fizycznej roboty, która w dłuższej perspektywie pewnie mi pomogła – teraz mogę pracować w domu. Ale kiedy masz 17, 18, 19 lat i wykonujesz robotę, która cię niszczy, to wiesz, że chcesz zrobić coś więcej. Zawsze rysowałem i zawsze podobało mi się to, co rysowałem – do pewnego stopnia, bo nie miałem pojęcia, jak na tym zarabiać, żeby ta moja aktywność mogła się stać źródłem utrzymania, pracą i karierą zawodową. Mój ojciec był nauczycielem i powtarzał mi, jaką drogą powinienem pójść: Wybierz dla siebie tę bezpieczną ścieżkę [bycia nauczycielem], a będziesz miał dobrą, stabilną pracę. Powtarzałem mu, co chcę w życiu robić, a on na to: [Rysowanie] to dobry plan B, ale to powinieneś zrobić [zostać nauczycielem]. Poszedłem do szkoły, próbowałem to robić, ale było to po prostu żałosne. W ogóle nie czerpałem z tego zadowolenia.
Poznałem swoją przyszłą żonę i ostatecznie wylądowaliśmy w domu moich rodziców, żeby uciec od bałaganu New Jersey, w którym utknęliśmy – jakieś popieprzone prace i takie tam… No i ojciec kazał mi pracować na miejscu – pomagałem w budowie domu spokojnej starości. To był początek lat 90. w odległej Pensylwanii. No i przeprowadziłem się tam, lądując jako kucharz w jakiejś małej knajpce, tyle, że nie umiałem gotować! Facet zapytał mnie, czy umiem gotować… Odpowiedziałem, że przygotowałem śniadanie. Stwierdził: W porządku, masz tę robotę. Więc tam pracowałem, potem popracowaliśmy nad przestrzennym zagospodarowaniem tej miejscówki. Po prostu horror i kompletny brak szczęścia. To był pensjonat typu „nocleg ze śniadaniem” dla narciarzy w górach Pensylwanii. Już dawno się zwinęli, ale pracująca tam wtedy kobieta powiedziała, żebym spróbował zrobić kapuśniak. Ugotowałem go, a ona pyta: I jak? Jak smakuje? Mówię: Nie będę tego jadł. Nienawidzę kapuśniaku, nienawidzę kapusty, nie mam zamiaru tego próbować. Ale tak – kapuśniak na śniadanie. Byłem tam jedynym kucharzem i nie miałem pojęcia co robię, z wyjątkiem jajecznicy.





Czaszki
Robota się skończyła i na jakiś czas wylądowaliśmy na zasiłku. Spirala beznadziei zaczęła się nakręcać. Wiedzieliśmy, że musimy wyjechać, bo tam przyszłości nie było. W końcu przeprowadziliśmy się na powrót do New Jersey, gdzie zamieszkaliśmy w piwnicy domu rodziców mojej żony, a ja wróciłem do sklepu z koszulkami, w którym wcześniej trochę pracowałem. Robiłem dla nich więcej projektów graficznych, ale nadal była to sztuka dość marnej jakości. Zespoły bez przerwy grały, więc bez przerwy chodziliśmy na różne koncerty, a ja waliłem pięścią do drzwi autobusów różnych kapel, próbując im tworzyć jakieś grafiki, bo wiedziałem, że właśnie w tym kierunku chcę pójść. Rysowałem czaszki. Wszyscy w tym środowisku lubią czaszki, a ja miałem zamiar wbijać się na koncerty metalowych kapel, więc miałem pomysł, żeby pytać członków zespołów: Potrzebujesz czaszki?
W 2013 roku zrealizowałem projekt, w którym zobowiązałem się, by każdego dnia rysować czaszkę z jakimś opisem, nazwałem ten projekt „Rokiem Czaszki”. To był taki dziennik i niektóre rysunki były zdecydowanie dziwniejsze i trudniejsze do wykonania niż inne [Squindo oprócz klasycznych narzędzi do rysowania, używał też wszelkiego rodzaju materiałów: od jedzenia, przez ziemię aż po własną krew – przyp. Steffan].


Od Kida Rocka przez Larsa po Squindo
Wtedy nawet nie wiedziałem, kim był Kid Rock. Usłyszałem kiedyś, jak udzielał wywiadu w radiu; pomyślałem, że pójdę tam i posiedzę trochę. No i był dla nas super fajny. To było w momencie, kiedy wychodził jego album Devil Without a Cause (rok 1998) więc nie był jeszcze tak rozpoznawalny. Siedzieliśmy przy barze i przez jakiś czas po prostu gadaliśmy. I kiedy tak z nim rozmawiałem, pomyślałem: Przecież mógłbym spokojnie narysować tego gościa. I tak wygląda jak postać z kreskówki. Wendy siedziała cicho; była może lekko zaniepokojona, ale to ona popycha mnie do przodu w takich sytuacjach. Wszystko się udało, bo Kid Rock zapewnił mi zajęcie. Jakoś rok później spotkałem go na koncercie w Nowym Jorku. Za kulisami trwała impreza z gwiazdami rocka! Było tam wszystko, wszelkiego rodzaju szaleństwa, sala była przepełniona, ja byłem mokry od potu i zdenerwowany, bo pokazałem mu więcej swoich projektów do (miałem nadzieję) kupienia. Z kimś rozmawiał gdzieś w rogu. Nie chciałem pchać się tam, gdzie nie powinienem, poza tym nie wiedziałem, jaki to jest ten właściwy pułap [spoufalania się]. Widzę, że rozmawia z Larsem. Widziałem wtedy Metallicę kilka razy i prezentowali najwyższy poziom.
Patrzyłem na ich gadżety i czułem, że to jest zespół, dla którego chciałbym pracować, gdybym miał to robić dla jakiejś kapeli. Po prostu nie przypuszczałem, że to się stanie; przecież nigdy mnie nie zatrudnią, bo mają Pusheada i tak dalej… Ale widziałem Larsa tamtej nocy, jak przeglądał wszystkie grafiki, które wtedy zabrałem. Poprosił mnie o wizytówkę; mówię mu: Nie mam wizytówek. Jestem po prostu gówniarzem z Jersey, który rysuje, wiesz… Dał mi numer do menadżmentu i po wyjściu stamtąd byłem bardzo podekscytowany. Spotkałem się później z kilkoma kumplami i pomyślałem: Nie uwierzycie, co się właśnie stało!


Daj paliwa, daj ognia
Mniej więcej w czasie, gdy poznałem Larsa, jeździłem po Nowym Jorku gównianym Chevroletem Camaro za 700 dolarów, który ciągle się psuł. Reperowałem go naprzeciwko sklepu mojego kuzyna i ten grat się zapalił! Wracam więc do sklepu i pytam kuzyna: Masz gaśnicę? A on: Po co ci gaśnica? Ja: Mój samochód się pali! Pożar nie był jakiś poważny, ale silnik się jarał. Myślę, że kiedy twój cholerny samochód się pali, nigdy nie jest super. Nie bawiłem się wtedy w podpalanie aut, ale to był całkowicie prawilny hot road! Skończyło się tym, że oddałem go komuś. Oni musieli mnie znać, bo pytali, czy ten samochód kiedykolwiek płonął… A ja, wiesz: Nie, nie, nigdy… (o jak dużym pożarze mówimy?!)







Pierwsza robota dla Metalliki
To było w 1999 roku. Cztery kreskówkowe postacie wpisane w owal i dzieciak odrywający królikowi głowę; co ciekawe, zdziwiło mnie, że w ogóle to kupili. Nie rozumiałem, dlaczego [to wzięli]. Te cztery twarze, które wylądowały na koszulkach… Wróciłem teraz do nich i jestem z nich o wiele bardziej zadowolony. Ale zabawna sprawa jest taka, że… Kiedy patrzyłem na ten projekt i próbowałem go przerysować, pomyślałem sobie, że oczywiście doceniam fakt, że kupują niektóre z tych rzeczy, a jednocześnie nie ogarniałem tego, dlaczego to robią. Bo patrzę na ten rysunek teraz i właściwie żadna postać nie ma nosa. Rysując to, co rysuję dzisiaj i porównując z tym, co rysowałem wtedy, w pewnym sensie jestem zdumiony tym, że trzymają mnie tak długo.


Opowieści o króliczej głowie
Mieszkałem w przyczepie i właśnie rzuciłem tę okropną robotę w kuchni. Spiknąłem się z gościem, którego znałem z Jersey. Wydawał książki z cyklu „Naucz się czytać” i prawie nic mi nie płacił. Musiałem narysować te wszystkie obrazki szczęśliwych dzieci robiących swoje szczęśliwe gówniane rzeczy. To było jakieś 2000 rysunków do serii tych idiotycznych książeczek i znowu nie dostałem z tego prawie nic. Miałem jakieś sześć dolarów na godzinę. To było okropne, ale byliśmy biedni, mieszkaliśmy w górach i płacono mi za rysowanie okropnych obrazków wszystkich tych szczęśliwych dzieciaków. Kiedy to skończyłem, chciałem rysować już tylko wredne dzieciaki. Narysowałem kilka projektów dzieciaków z siekierami i podobnymi szalonymi rzeczami. Kiedy je narysowałem, chciałem zaprezentować je kierownictwu Metalliki w nadziei, że będę dla nich pracował. Królik w ogóle nie wpisywał się w to, co robili, ale jeśli chcieli czegoś zupełnie innego, a mimo to metalowego, wiesz, metalu połączonego z kreskówką, pomyślałem, że mogę to sprzedać. Co dziwne, kupili właśnie tego królika!


Miłość do kreskówek
Dorastałem w towarzystwie kreskówek Warner Bros, gdzie wszystko eksplodowało, walono młotkiem w głowę i strzelano w twarz. To oni wyznaczyli mi drogę. Ulubione postacie? Królik Bugs jest fajny, ale to Kaczor Daffy jest dla mnie zabawniejszym gościem; jest po prostu szalony. Wszystkie rzeczy z Looney Tunes od Warnerów były dla mnie, gdy dorastałem, tymi najfajniejszymi. Wskakiwałem do tego ich czasoprzestrzennego tunelu. Oglądam na YouTube innych artystów z tego fachu; co robili, czym się inspirowali i kim się stali.





Sztuka cyfrowa? Nie, dzięki
Próbowałem pracować przy użyciu komputera, żeby zobaczyć jak to jest, bo wszyscy dookoła mówili mi, że to, co robię, jest słabe. Rysuję obraz, a potem tuszuję go pędzlami. Młodsi artyści, pracujący technologią cyfrową mówili: Możesz użyć tego samego efektu na iPadzie, daje wspaniały efekt. No i próbowałem tego. Może nie jestem w tym tak biegły, jak oni, ale uważam, że jest to dla mnie zbyt kliniczne, nie wiem, zbyt wymuskane może? Lubię w rysowaniu trochę ostrych, surowych krawędzi, zwłaszcza, gdy konturuję.


Niepewność i narzucanie sobie konkurencyjności napędzają akt twórczy
Pracując nad czymś, jestem w stu procentach niespokojny. To coś takiego, jakbyś chciał narysować twarz Jamesa… Czy im się to spodoba? Czy wygląda wystarczająco groźnie? Zauważyłem, że im więcej sztuki wychodzi na rynku, a za każdą stoi inny artysta, to motywuje mnie to do jeszcze większej pracy. Niektóre rzeczy, jakie rysowałem wcześniej, były bardzo proste, ale teraz, gdy do wyboru są projekty innych ludzi, staram się bardziej ze sobą konkurować. Chcę zrobić coś ponad to, co zrobiłem ostatnio.


Inspiracje przy tworzeniu dla Metalliki
Teksty na pewno pomagają. Rysując dla dowolnej kapeli, słucham ich muzyki tak często, jak to tylko możliwe, żeby zrobić to dobrze. 72 Seasons zawiera w sobie tak wiele elementów, które można narysować. W większości przypadków dostaję od menadżmentu wiadomości z prośbą o wymyślenie czegoś nowego, czasami zdarza się podpowiedź dotycząca pomysłu, co w pewnym sensie jest pomocne. I nie robię rzeczy specjalnie na koszulkę czy na plakat. Motywuje mnie sztuka, a nie sposób jej wykorzystania. Czasami trzeba być konkretnym, np. jeśli ma to być projekt na kostkę gitarową, to wtedy wiem, że rysunek będzie musiał być zagęszczony i nieco bardziej graficzny, żeby był widoczny. Jeśli nie jestem ograniczony czymś takim, robię najpierw fragment, a potem zastanawiam się, jak to dopasować do czegokolwiek.





Ulubione projekty dla Metalliki
Bardzo podoba mi się ogólnie rysowanie czterech gości z Metalliki, bo akurat to mnie wciągnęło, ale jak zobaczyłem na scenie trupsza z plakatu "Jump in the Fire" na scenie na Florydzie… [występ upamiętniający Jonny’ego i Marshę Zazulów w listopadzie 2022 roku – przyp. Steffan]. Kiedy zobaczyłem go na scenie, po prostu mnie oszołomił, ponieważ był taki… Chodzi mi o to, że zasadniczo przerysowałem jego charakter, wprowadziłem pewne poprawki, ale zobaczenie go na tym koncercie było dla mnie czymś niesamowitym.





Jak ważne są psy i Steve?
Była Shay – nasz pies. Mieliśmy go, odkąd z Wendy przeprowadziliśmy się w góry. To mieszanka owczarka niemieckiego i husky. Była małą, futrzaną, zapchloną kuleczką, ale to właśnie nas rozwaliło. Widzisz coś takiego i twoje serce momentalnie topnieje. Jej małe oczka mignęły w naszą stronę i stało się. Miała szczeniaki, więc dwa postanowiliśmy zatrzymać. No i stali się trójką szaleńców. Nasi znajomi nazywali ich Bumpus Hounds na cześć filmu A Christmas Story (Prezent pod choinkę), bo byli po prosu szaleni. Ludzie do nas przychodzili, a te 25-30 kilogramowe psy wpadały przez drzwi. Szaleńcy! Niestety cała trójka zdechła w ciągu półtora roku. Stało się to zupełnie nagle i całkowicie nas podłamało. Kupiliśmy więc furgonetkę i po prostu… Nie mogłem znieść siedzenia w domu no i pojechaliśmy przed siebie. Zrobiliśmy kilka wypadów do Teksasu tylko po to, żeby nie siedzieć w domu.

Później w tym samym domu zakumplowałem się z wiewiórką! Codziennie wychodziłem z garścią orzeszków i ta wiewiórka ciągle przychodziła. Kładłem rękę na torsie, siadała mi na dłoni, patrzyła na świat i pałaszowała orzeszki ziemne. To jest właśnie Steve Wiewiórka. I chociaż przeprowadziliśmy się na Florydę, gdzie nie mogłem go ze sobą zabrać, to nadal jest pod opieką naszych starych sąsiadów. No i w zeszłym roku kupiliśmy kolejnego psa, następnego maniakalnego owczarka niemieckiego imieniem Bunny. Waży teraz jakieś 30 kilo i jest tak bardzo rozpieszczony, że nie uwierzycie… Ale nie mielibyśmy jak wybrać innej drogi!








Maciej Zieliński w naszej koszulce z grafiką by Tony Squindo









Marios
Overkill.pl


Waszym zdaniem
komentarzy: 0
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Nikt nie skomentował newsa.
OVERKILL.pl © 2000 - 2024
KOD: Marcin Nowak