W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
Weekend bez powtórek, czyli o tym jak Metallica układa setlistę na trasie M72
dodane 18.08.2023 18:26:02 przez: Marios
wyświetleń: 2347
Już za chwilkę w kinie podziwiać będziemy Metallicę w Teksasie; już za moment kapela znów powita fanów na wielkim ekranie. 4 sierpnia ruszyła amerykańska część trasy M72. Zespół promuje swój jedenasty studyjny album. Wykorzystując czterdzieści lat kariery, perkusista Lars Ulrich przed każdym występem trzyma w napięciu nie tylko fanów, ale i kolegów z zespołu. Na stronie New York Times pojawił się artykuł, który przybliża wszystkim zawiłości kryjące się za takimi, a nie innymi utworami, które Metallica prezentuje na obecnej światowej trasie.







tekst: Austin Considine
tłumaczenie: Marios


Zaczynając od ery szalonego headbangingu utworem Whiplash z roku 1983, frontman James Hetfield cedzi szaleńczo: nigdy się nie zatrzymamy, nigdy nie zrezygnujemy, bo jesteśmy Metallicą. W jakiś sposób przez owe cztery dekady naznaczone sukcesem, ale też śmiercią, uzależnieniem i co najmniej jednym, poważnym, wewnętrznym, ale wybitnie publicznym momentem wysadzenia wszystkiego od środka na początku XXI wieku, zespół dotrzymał słowa. W tym roku Metallica puściła w świat jedenaste studyjne dziecko – 72 Seasons. Ich debiutancki album – Kill ‘Em All - na kilka dni przed przybyciem zespołu do New Jersey by dał pierwsze występy trasy M72 w Ameryce Północnej – skończył czterdzieści lat.

Metallica nie jest jedynym zespołem koncertującym po stadionach, którego muzycy kończą właśnie 60. rok życia, ale nie każdy zespół z takim stażem miażdży kości przy utworach, które regularnie przekraczają tempo 190 uderzeń na minutę. Ta nieustępliwość była widoczna także w piątkowy wieczór na stadionie MetLife w East Rutherford. Bębny waliły, riffy zgrzytały, solówki buchały w twarze jakichś 80 000 fanów, a był to tłum w każdym wieku, ubrany prawie wyłącznie na czarno. Mimo wszystko w jakiś sposób Metallica zachowuje świeżość. Zachowuje ją pomimo, że jak stwierdził Lars Ulrich, grali Master of Puppets na żywo ile? 1697 razy? Sposobem na zachowanie tej świeżości jest ciągłe mieszanie, jak stwierdził perkusista. To właśnie Lars tworzy zestaw piosenek tuż przed każdym występem: To takie nasze zabezpieczenie; żeby nie skończyć na autopilocie. Deklaracja ta może wydawać się oczywista, ale nie zawsze tak było. Trzydzieści lat temu bardzo poważnie podchodziliśmy do wyjścia na scenę i zagrania koncertu – wyjaśniał Ulrich przez telefon w zeszłym tygodniu. Naszym celem było przebrnięcie przez koncertowy set w niemal "robotyczny" sposób.

Metallica, w której skład wchodzą również gitarzysta Kirk Hammett i basista Rob Trujillo, zaczęła bawić się też w bisy i granie kowerów w miarę tego, jak ich katalog stale się powiększał. Jakieś dwadzieścia lat temu, w czasie promowania płyty St. Anger, grupa postawiła sobie ambitny cel: nigdy więcej nie grać tej samej setlisty dwa razy z rzędu.



Trasa M72 zabukowana jest do września 2024 roku, a hasłem promującym wydarzenie jest slogan No repeat weekends – Weekend bez powtórek. Kryją się za tym dwa koncerty w każdym odwiedzanym mieście, z dwiema różnymi setlistami i dwoma kapelami do rozgrzewania publiki (ostatnim przystankiem są dwa występy w Mexico City, po których trasa dobiegnie końca). Scena jest okrągła, a fani oblegają zarówno środek, jak i jej zewnętrzne części. Ustawienie sceny pomaga muzykom mierzyć się z publicznością w różnych zakamarkach i na różnych etapach koncertu. Wszystko opiera się na czterech zestawach perkusyjnych, dzięki którym można doświadczyć bycia w pierwszym rzędzie w wielu momentach występu.

Mieszanie w setliście jest zaskakująco złożonym procesem. Show produkowane przez Metallicę osiąga duże rozmiary: cały program obejmuje pirotechnikę, oświetlenie i dźwiękowo-wizualne przerwy pomiędzy utworami. Dodatkowo w New Jersey pojawiły się gigantyczne, czarno-żółte piłki plażowe. To wszystko zniechęcało do wprowadzania większych zmian przy produkcji tych koncertów. Cztery perkusje dodatkowo nie ułatwiały wcale sprawy. W końcu Metallica opracowała coś, co Ulrich nazwał „slotami”. Każda część koncertu pogrupowana jest utworami według ich klimatu i tempa. Np. miejsce nr 1 z 16 zajmie jakiś ulubiony przez fanów utwór o wyższo-średnim tempie – pierwszego wieczoru na stadionie MetLife był to Creeping Death. Ma on szybko rozpoznawalny riff początkowy, niezbyt szybki, czy skomplikowany. Numery otwierające będą się zmieniać. Ten pod numerem 10 powinien być balladą – choćby Nothing Else Matters. Bliżej końca zawsze usłyszymy Master of Puppets albo Enter Sandman. Ulrich trzyma się też dokładnych danych na temat tego, jakie utwory zespół grał w jakim mieście i stara się odpowiednio modyfikować set.



Czasem zmienia się to w niemal naukowe podejście – mówi Lars. Teraz czeka nas Montreal, więc zaraz będę miał przed oczami wszystkie informacje z ostatnich dwudziestu lat, kiedy graliśmy właśnie w Montrealu. Mogę ułożyć listę piosenek tak, żeby nie było jakichś grubych powtórek. Część utworów (Sandman, Puppets, czy One) utrzymuje się w secie na zasadzie ciągłej rotacji. Lars nazywa je typowymi numerami do potupywania – dziwne i być może dość ironiczne określenie, skoro te numery są znane bardziej z headbangingu niż tupania nóżką.

Wiele kapel w miarę dojrzewania zaczyna mięknąć. Są tacy, którzy wskażą konkretny okres w karierze Metalliki, gdzie zespół spasował, a według mnóstwa relacji przydarzyło się to im jakieś trzydzieści lat temu. Ale minęło wystarczająco dużo czasu, by historia zatoczyła koło. Podobnie do dwóch wcześniejszych albumów, także i najnowszy – 72 Seasons – kontynuuje powrót Metalliki to thrash-metalowego stylu, który zdefiniował jej wczesne lata. Aktualna trasa koncertowa ma jasno sprecyzowany kierunek: lekkie utwory do slotu ze spokojnymi i balladami, a ciężkie do ciężkich. Najnowsze hity (choćby takie 72 Seasons, czy Lux Æterna) wpasowują się w sloty ze ściśle thrashowymi klasykami pokroju Seek And Destroy (1983), Battery (1986), albo Blackened (1988). Lars szczegółowo opowiedział o zestawie utworów z pierwszego wieczoru na stadionie MetLife i pomógł nam rozszyfrować niektóre tajemnicze wpisy z charakterystycznej kartki z tytułami. Na potrzeby tego artykułu fragmenty rozmowy z Larsem zostały odpowiednio zredagowane.



Creeping Death
To jest jeden z utworów, który można nazwać ulubionym naszych fanów, a nie jest takim, który gramy każdego wieczoru. Ma naprawdę dobrą energię w riffie i siedzi gdzieś przez moment w szybkim tempie, ale nie jest tak super szybki, żeby stać się jakimś nie do odróżnienia hałasem. Ma dobry akcent i fajną dynamikę. Zmienia się po drugim refrenie i solówce, gdzie pojawia się ten moment z okrzykami, kiedy James angażuje publikę do Die! Die! Die! Jaki jest dobry koncertowy otwieracz? To znaczy, spytaj sto osób i dostaniesz sto różnych odpowiedzi. Nie będzie więc z tego żadnej naukowej teorii. Ale w pewnej chwili zaczynasz dochodzić do wniosków, że jeden utwór działa lepiej niż ten drugi. Często, kiedy grasz trasę promującą dany album, zwykle zaczynasz tym, który otwiera nową płytę. Celowo nie chciałem tego robić w ten sposób; chciałem rzucić nam wyzwanie.



72 Seasons
Ten numer otwiera nasz nowy album; jest też kompozycją tytułową. Prze naprzód z wielką energią i uważam, że jest naprawdę reprezentatywny dla energii, przestrzeni i nastroju nowego albumu. Wydaje się więc być świetnym sposobem na przedstawienie tego, czym się aktualnie zajmujemy. Tytuł odnosi się do pierwszych 18 lat życia człowieka, kiedy to, ogólnie rzecz ujmując, pierwsze siedemdziesiąt dwie pory roku twojego życia kształtują i determinują to, kim jesteś – kształtują to co dobre i co złe. I kiedy dorastasz, idąc przez życie próbujesz albo rozwinąć te doświadczenia, albo je zmienić, albo od nich uciec.



Fade to Black
Wszyscy jesteśmy bardzo otwarci na nasze psychiczne nastroje. Każdy z nas jest w innym miejscu jeśli chodzi o sferę psychiki. Wydaje się, że jest to o wiele mniejsze tabu niż było, powiedzmy, dwadzieścia, trzydzieści lat temu. Myślę, że James czuje się coraz swobodniej, poruszając ze sceny temat tego, jak się czuje i jak sobie radzi z własną psychiką. Często na koncertach okrasza „Fade to Black” osobistymi przemyśleniami, albo czymś, co odnosi się do tego, jak radzi sobie w danym momencie. Wysyła do ludzi dobrą energię: konkluzja jest taka, że nie jesteś w tym sam. Wszyscy przechodzimy przez to wspólnie. Jestem jedynakiem; całe życie walczyłem z tym, by nie być autsajderem i samotnikiem. I wiesz, bycie w zespole, granie koncertów, cała ta otoczka jest dla mnie najlepszym lekarstwem na poczucie tego, że nie jestem sam.



Orion
To jest utwór, który sprawia nam większą przyjemność grania ostatnimi czasy. Tak naprawdę zaczęliśmy go grać, kiedy wspomagaliśmy The Rolling Stones (w roku 2005). Posiada unikalną paletę dźwięków i pokazuje nasze wpływy i różne inspiracje do pisania utworów. Kiedy gramy ten numer, czujemy obecność Cliffa. Robert przywołuje ducha Cliffa Burtona, kiedy gra te fragmenty w niewiarygodnie dobry sposób. To jest piękna, naprawdę piękna chwila.



Master of Puppets
To jest utwór, który gramy na żywo najczęściej; jest elementem każdej trasy koncertowej od momentu, kiedy został wydany. Stał się nieoczekiwanie jeszcze bardziej rozpoznawalny w ubiegłym roku, kiedy wykorzystano go w finałowej części czwartego sezonu Stranger Things. I kto by pomyślał, że numer, który trwa ponad osiem minut i jest dość ciężki przez cały czas będzie rezonować w taki sposób z młodszym pokoleniem słuchaczy… Jest to niesamowicie fajna sprawa.



Co znaczy „hang”?

„Zawieszenie” – oznacza właściwie tyle, że utwory są ze sobą połączone, że nie kończymy, że nie ma ciszy. Oznacza po prostu, że trzymamy akord i wchodzimy do grania następnego numeru; i że ten następny numer nie ma intro, nie ma niczego granego „z taśmy”.



Cztery perkusje

Pierwszy raz zrobiliśmy scenę 360 stopni na stadionie. Przez lata próbowaliśmy szukać sposobów, żeby pokazywać coś nowego. Wszystko co dotyczy koncertów, miało zawsze ten centralny punkt. Szykowaliśmy się do czegoś podobnego w ubiegłym roku, ale nagle mnie olśniło i pomyślałem: Czekajcie, dlaczego to zespół ma być w centrum? No i co jest przeciwieństwem zespołu w centralnej części? Fani. Fani w centrum wydarzeń. To jest to. I wpadliśmy na koncepcję okręgu, gdzie kapela porusza się dookoła, a jeszcze bardziej w środku są fani. No dobra, ale w którym miejscu ustawimy bębny? No i pojawił się pomysł czterech zestawów perkusyjnych ustawionych na czterech kierunkach sceny – i tak też się stało.

Wiesz, i ten cały koncept na papierze ma, kurwa, sens; zajebiście wygląda w e-mailu, naprawdę dobrze prezentuje się na kartce. A dziewięć miesięcy później lądujesz z tą sceną na pierwszym stadionie i próbujesz ogarnąć, co właściwie, kurwa, wyprawiasz.


a tak prezentują się cztery perkusje w Teksasie przy składaniu sceny na potrzeby sobotniego i poniedziałkowego kina.








Marios
Overkill.pl





Waszym zdaniem
komentarzy: 0
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Nikt nie skomentował newsa.
OVERKILL.pl © 2000 - 2024
KOD: Marcin Nowak